Przed chwila palilem, ostatni papieros z tej paczki. I po wczesniejszej rozmowie zadumalem sie. Ot nad wszytkim i niczym. Nad slowami, uczuciami, zyciem. Tutaj w Sieci i w realu. Zmieniam sie, nie wiem w jaka strone ale sie zmieniam. Najwazniejsze chyba z tego jest to, ze godze sie z sytuacjami w momencie ich wystapienia, a nie po roku czy kilku latach. Pogodzilem sie z soba i wiekszoscia spraw jakie byly w mojej przeszlosci. Pogodzilem lub zobojetnialem. Nawet mimo to, ze teraz jest to trudniejsze. Kiedys bylo mi latwiej, bylem najszarszym z szarych ludzi, bylem zawsze obok, nie bralem udzialu tylko bylem i obserwowalem. Czujac swoja marna wartosc bylem dla innych – zapominajac o sobie, o szacunku do siebie. I jednoczesnie za wszelka cene walczac o ludzi dla mnie waznych, walczac niestety czesto z ich slowami i ich niezrozumieniem. Ale zazwyczaj juz nie walcze, bo i tak za duzo slow juz powiedzialem, za duzo razy tlumaczylem i tlumaczylem moje podejscie, moj obraz swiata i ludzi w nim. Jesli osoba taka czy inna zapomina o tym co mowilem, to nic nie moge na to poradzic. Slowa i czyny, kiedys duzo pisalem o slowach, o tym jak wazne sa dla mnie, jaka wartosc maja. Przedkladalem je nad czyny. Ale w kategorii czyny takze w Sieci mozna znalezc odpowiedniki. Tylko co jest wazniejsze? Osobiscie uwazam, ze tego nie da sie porownywac. Nawet waznosci samych slow nie da sie porownywac. Moge napisac list na kilkanascie kilobajtow ale czy to bedzie wazniejsze lub mniej wazne od kilku cieplych slow lub od przytulenia. Wazne jest to co wyraza sie slowami, czy czynami. Wszystko zalezy od odbioru, od intencji. Zbyt czesto jednak moje slowa i intencje byly zle rozumiane, odbierane. Teraz i ja sam rozumiem lepiej siebie i ludzi mnie kiedys otaczajacych. W koncu tak czesto ja odwracalem czyjes slowa i intencje by udowodnic ich sens, jaki wedlug mnie niosly. Teraz to ja sam staje sie ta druga strona. Pisze slowa, pisze o tym, ze ktos jest wazny, zalezy mi na znajomosci ale tez i kloce sie, dywaguje, drocze. Ale mimo tego wszystkiego wazne dla mnie jest tylko przekazanie tego, ze dany czlowiek jest wazny w moim zyciu, niezaleznie od slow, od klotni, przekomarzan. Przekazac, to co dla mnie najwazniejsze. Zreszta to kolejna zmiana, wlasnie zwiazana ze slowami. Slowami, ktore zamiast niesc ze soba przekaz, prosty najprostszy przekaz:”jestem tu-a Ty jestes wazna/y, chce sluchac i poznawac Twoje zycie,byc na dobre i zle niezaleznie od tego jacy jestesmy i jak zyjemy” zamieniaja sie w slowne utarczki, pseudofilozoficzne rozwazania, stawianie dogmatow i teorii, dotyczacych takze mnie, mojego zycia, tego jaki jestem, lub czyjegos zycia. Slowa dla slow, odgradzajace od sensu bycia znajomym czy przyjacielem. Slowa dla slow, ktore ja staram sie ucinac i nie wkraczac w tego typu uzycie slow. Wiele osob zna mnie na tyle, by wiedziec, ze chocbym ktos mnie zrugal, lub chocbym ja kogos zrugal, poklocil sie to i tak zawsze, jesli jest to wazna dla mnie osoba, zostaje w secu cieplo i „bycie” dla tej osoby. Dopoki osoba nie przekroczy niezapisywalnej granicy to ja staram sie puszczac mimo uszu takie sytuacje i zdarzenia, zrzucajac je na karby emocji i nie zmieniac mojego podejscia. Ktos niedawno zarzucil mi, ze jestem moralista. I to prawda, jestem nim i to czesto. Opisujac sytuacje, ustosunkowuje sie do nich mowie co jest wedlug mnie dobre a co zle. W swoim pojmowaniu swiata i ludzi mam nieciekawa ceche pojmowania swiata w czarnych i bialych barwach, bez polcieni. Cos jest dobre lub cos jest zle. To moj osad i mam do niego prawo. Osadzam sytuacje, zdarzenia, slowa ale… nie ludzi. Hipotetyczne sytuacje. Staram sie obserwowac i wyciagac wnioski – poproszony o osad udzielam go. Stojac z boku najlepiej sie czuje. Nie wkraczajac w czyjkolwiek swiat. Moim bledem bylo probowanie wkraczania w cudze swiaty, brania udzialu, bo w tym jestem najgorszy i bardzo szybko sie gubie popelniajac bledy. Moim zadaniem jest byc, ot po prostu byc a nie brac udzial. To ostatnia z opisanych tu przezemnie zmian. Jestem, i bede, ale tylko dla tych, ktorzy potrafia to zrozumiec. Nie na sile, nie przekonujac do siebie, nie probujac zmieniac kogokolwiek, po prostu byc i czekac.
3 komentarze
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
świetny blog
pozdrawiam
szarosc w szarosci to zycie bez milosci. nie pisz, ze byles kiedykolwiek najszarszym z szarych, bo dla wielu znaczyles wiele. dla mnie np. wiele znaczyla twoja przyjazn. czasem tak jest, ze ludziom sie pomaga, podaje reke kiedy sie przewroca, oni z tej wyciagnietej dloni jaknajbardziej skorzystaja, ale potem kiedy juz wstana, otrzepia sie i bardzo czesto bez „dziekuje” odqroca sie plecami i odejda. taki jest ten swiat, brudny, przesaczony bezbnadziejna rzadza tego co najbarziej nieludzkie… zapominamy o innych ludziach, patrzymy tylko na swoje dobro. w ten sposob swiat zniknie juz niedlugo. pamietam cie takim jakiego cie prawie dwa lata temu poznalem. mam nadzieje, ze sie niezmieniles. odezwij sie na maila jesli mozesz. pozdrawiam
nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem