Tak jak zazwyczaj nie pisze o swoim realu (bo i o czym tu pisac), tak dzis jednak cos sprawilo, ze musze to tu wpisac. Zwyczajna sytuacja… wyszedlem z barku z zamiarem pojechania do biblioteki, zeby pozyczyc ksiazki.
Szybka jazda samochodem i pierwsze skrzyzowanie. Zreszta jedno z najciezszych do przejechania o tej godzinie. W zasadzie trzeba wszystkim ustapic wpierw pierwszenstwa, zeby samemu pojechac. Nie wiem dlaczego jeszcze nikt nie pomyslal zeby tu postawic swiatel. Stalem wiec pare dobrych minut, glosna muzyka i dziwnie dobry nastroj. Jakies trzy samochody przedemna wymusily pierwszenstwo na skrecajacych stojacych z prawej strony i wskoczyly na srodek pasu, skoczyl koles przedemna no i ja obserwujacy czy da sie jeszcze zmiescic na srodku patrzacy w prawo i przed siebie wcisnalem pedal przyspieszenia…
Wystartowalem na srodek, gdy ogluszyl mnie klakson…
Nie popatrzylem w lewo!!!
Autobus…
minal tyl mojego samochodu ledwo o kilka centymetrow.
Adrenalina, strach i radiowoz pelny zaciekawionych gliniarzy, ktorzy na szczescie nie widzieli co sie stalo, bo zaslanialy mnie samochody czekajace by skrecic.
I zycie…
plynace dalej…
tylko po co.
kiedyś poczujesz po co, dopiero kiedyś, ale ważne, że poczujesz
zawsze jest po co-wszystko ma swój sens
nawet smierć ma sens
tylko po co się z nią tak spieszyć??
Czyzby?
hmmm fajnie bylo? no wlasnie wiec sie rozumiemy 🙂 …
widocznie masz tu jeszce cos do zrobienia…