Wtorek, bardzo pozno w nocy, ponizej w pliku gdzie to zapisuje wpisana wczesniej notka, ktorej nigdy nie wkleje na bloga. Notka o przeszlosci, o milosciach, o zludzeniach, ciaglych porazkach i zludnych nadziejach, o mojej sciezce zycia po prostu, tej ktora doprowadzila mnie do dzis. Powyzej slowa przepisanej ze sluchu utworu Eli lama sabachtani… tez na bloga… dwie krociutkie notki… i slowa „zostalem sam” konczace przepisane zdania. Na dole dobre kilka kilo tekstu, jakies cztery razy wiecej niz w tym wpisie. Zaczelo sie jak zawsze – logi z rozmow. Spakowane zipem, przypadkowo otwierane, czytane i analizowane. I przypominane sobie. A mialem pisac prace licencjacka na piatek. W tle dojmujaca, metafizyczna muzyka z filmu requiem for a dream przetykana enigma, szum obdartego z kolorow, jaskrawosci i kontrastu telewizora, zadymiony pokoj i ciemnosc rozjasniana jedynie ekranem monitorow, swiatlami przejezdzajacych samochodow i czasami niebieskimi rozblyskami karetki wyscigujacej sie z noca. Napisalem te notke pod wplywem chwili, tych logow i mojej sieciowej, choc przeciez nie tylko, rzeczywistosci. Napisalem jak umierali kolejni Piotrowie z przeszlosci. Jak wierzyli, ufali, jak kochali. Jak odrzucano ich pozbawiajac zludzen, pozbawiajac wszystkiego, chocby ostatkow szacunku do samych siebie. Jak karmiono ich, by pozniej odebrac ostatki wiary, ostatki nadziei i najwazniejsze – nawet sens slow, ktore im pisano. Jak osoby z przeszlosci unicestwialy w nim kolejne pozytywne cechy, obdzierali z tego, kim byl, w co wierzyl, lamaly marzenia i rozgniataly serce. Opisalem jak chodzil plynac przez powietrze, gdy pierwszy raz sie zakochal i jak to sie skonczylo. Zaznajomilem z pierwsza prawdziwa dla niego, choc tak bardzo falszywa i zludna, miloscia, ktorej poswiecil tyle czasu i jak okazalo sie, ze byl tylko zabawka w rekach szukajacej za nieznane mu winy wyrzadzone jej przez kogos nieznajomego, szukajacej jedynie kozla ofiarnego kobiety. Dotknal slowami historii łatki jaka sie stal dla innej osoby w zamian za kogos innego. Opisal role Kogos jeszcze innego, Kto juz od ponad roku nigdy go nie opuscil, zawsze pamietal i wspieral. Chcialem zawrzec subiektywna prawde o wielu wielu innych sytuacjach, zdarzeniach, zachowaniach. Zludzeniach. I klamstwach. Po co? Moze po to by zrozumiec? By zamknac to wszystko w tym tekscie, by rozbratac sie z tym wszystkim i pochowac kolejnego Piotra. By zabic w sobie siebie. Zabic, bo tak dalej nie da sie zyc. Zabic i wskrzesic kolejnego, jeszcze gorszego. Takiego, ktory nie bedzie zamyslal sie na godziny, nie bedzie wciaz go bolalo serce, ciazyla dusza, nie bedzie wrazliwy i nie bedzie topil sie w przeszlosci…. Takiego… jakim chcialbym teraz byc, a nie potrafie. Tak latwo zapomniec innym te slowa jakie mi pisali, a tak trudno zapomniec mi o tych umarlych Piotrach w mojej glowie. Odeszli, odeszly tamte slowa, ktos, ja, pozostal, a moze tylko cos. Pozostal przeciez smutek idacy w szeregu ze zrezygnowaniem. Pozostala samotnosc ciemnego pokoju, zal przygaszonych monitorow i papieros tlacy sie w ustach. Pozostala niechec do zycia i chec ucieczki gdzies daleko od tego wszystkiego lub chocby amnezji. Amnezji chwil, zludzen, marzen i bajek opowiadanych przez doroslych na sen. Amnezji przeszlosci. Eutanazji samego siebie.
Jeden komentarz
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
Chwilowo zabraklo mi slow…ale hmm moze czasem warto przestac uciekac i pogodzic sie z samym soba? Z tym kim sie jest i nie starac sie byc kims innym,bo tak latwiej? Nie zlicze ile razy mialam ochote stac sie pusta tleniona blondi, dla ktorej najwiekszym zyciowym wyzwaniem i problemem jest dobrac odpowiedni kolor lakieru do wieczorowej, dyskotekowej kreacji…ale za kazdym razem dochodze do wniosku, ze nie moge…czemu? Proste…chce byc wolna, niczym nie ograniczona…a juz na pewno nie pajeczyna wlasnych klamst i niedomowien… W koncu 'wolny czlowiek to ten ktory nie musi juz klamac’. Dla mnie to jest w zyciu najwazniejsze… Stalo sie… kiedy zrozumialam, ze o milosci moge tylko snic… bol, ktory mi to sprawia, zaczal po pewnym czasie sprawiac mi przyjemnosc, juz nie umiem zyc inaczej…znow zaczynam… Pamietaj…warto…