Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Jeden dzien z zycia czlowieka.

Pamietam ten smiech, taki dziwny, niewyjasnialny chyba dla nikogo wiecej z tych poza mna osob, ktore go slyszaly, smiech. Pamietam go tak dobrze. Nigdy wczesniej ani pozniej tak sie nie zasmialem. Smiech, dziki, choc zduszony w sobie, smiech, wrecz opetanczy, lecz zduszony w sobie rechot. Nie smialem sie z siebie, z nikogo, ani z zadnej sytuacji. Smialem sie, bo czulem sie szczesliwy, po raz pierwszy naprawde szczesliwy. Smialem sie, bo poczulem, ze oszukalem los, fatum, szczescie a nawet przez moment wydawalo mi sie, ze oszukalem Boga. Smialiscie sie kiedys z losu, zycia i wszystkiego, co sie na nie sklada jedym i tym samym wystepujacym w tym samym czasie smiechem? Z tego, ze mimo kladzionych wciaz pod nogi klod, jednak pokonujecie los, zycie, samych siebie i tego zlosnika na samej gorze? To byl tak wyjatkowy smiech, i jednoczesnie cala sytuacja i kontekst jego wystapienia byly tak wyjatkowe, niespodziewane, magiczne. Czasami wspominam tamto szczescie, tamten smiech i na chwile gdzies w kacie ust pojawia sie usmiech. Po chwili znika i zastepuje go smutek. Gdy jest juz bardzo zle, to gdzies w kaciki oczu wpada pylek a moze ziarenko piasku i wywoluje lze, jedna, dwie, czasami trzy. Nie wiem, co mi przyniesie los ale nie sadze, zebym kiedykolwiek jeszcze smial sie w taki sposob. Wszystko sie zmienilo od tamtego czasu a raczej to ja sie zmienilem. Gdzies w srodku pozostalem tym kim bylem, mimo ze nielatwo tak zyc. Nie ma juz tamtej wiary, zarliwosci, marzen, nie ma w zasadzie nic. Swiat widziany moimi oczami teraz jest zupelnie inny niz wtedy. Okrutny swiat gdzie ja nie znajde juz swojego miejsca, tym jest teraz dla mnie swiat. Kilka razy wierzylem, ze je znajde, ale nie udalo mi sie to ani razu. Wyrzucono mnie z kazdego ze swiatow, do ktorych wczesniej zostawalem zaproszony i tak znalazlem sie tutaj, gdzie zawsze. Sam na sam z 4 scianami i komputerem. Niby nic sie nie zmienilo, realnie rzecz biorac dobrych kilka lat temu bylo tak samo. Tak konczylem moj dzien. Wczesnym rankiem w zadymionym pokoju sam na sam z komputerem. Ale wtedy bylem szczesliwszy – teraz to wiem. Zaluje swojego zycia i w zasadzie wszystko chcialbym z mojej przeszlosci zmienic, ale to niestety niemozliwe. Okazalem sie glupcem i naiwnym gorzej niz dzieckiem w tej mojej przeszlosci, ktora teraz ciazy, bardzo ciazy. Wspominajac ja czuje bol, taki gdzies od srodka prawie ze fizyczny bol. Wyzera mnie kazdej kolejnej doby. Zal, bol, smutek, doly. Glupota byloby mi tu napisac, ze nie mowie o tym, bo w koncu mam zamiar ten wpis wstawic na bloga. Ale nie dziele sie juz tym bolem, bo nikogo to nie obchodzi, nikt nie „czeka”, nikt nie „slucha” a ja swoich wlasnych monologow nie lubie, choc widac ze to mi tylko pozostaje. Zreszta po co meczyc szczesliwych ludzi. I to moje osobiste odczucie, moze jest, moze nie, prawda. W tym momencie, w niedzielny nawet jeszcze nie poranek wiem, ze absolutnie nikogo to nie obchodzi. Nie bedzie tez obchodzilo ani w poludnie ani wieczorem. Ani jutro ani za tydzien, miesiac czy rok. I wiem, ze jest kilka osob, ktore „pamietaja” o mnie. Ale „pamietac” to jeszcze nie znaczy byc, tak jak wiele razy tu pisalem, po prostu byc. Najdziwniejsze jest to, ze zawsze w pierwszej kolejnosci opuszczali mnie i wyrzucali ze swoich zyc ci, ktorym najbardziej ufalem i o ktorych myslalem, ze beda, po prostu beda. Coz, widac zaufanie i ufnosc w moim wypadku zawsze sa rownoznaczne z glupota. Gdzies juz napisalem, ze zawsze dostawalem tylko kopniak na pozegnanie. Czasami byla to swiadomosc klamst, czasami noz wbity w serce w najmniej spodziewanym momencie, czasami zrownanie mnie z prochem, czasami wymazanie z pamieci, czasami chocby zburzenie zbudowanej z mozolem odrobine lepszej samooceny, czasami to-czasami tamto, tych czasami moglbym wymienic o wszystkie za duzo. Moja glowa pelna jest takich niewyrwanych nigdy szpil, z upodobaniem serwowanych mi w przeszlosci przez kolejne osoby. I nie potrafie o tym nie myslec, zapomniec. Musialbym pewnie zabic swoj umysl, aby nie pamietac. Zabic wszystko i zyc jak automat, zreszta moze i dojde do tego kiedys. Ale na razie nie mam dobrego sposoby, by zabic w sobie przeszlosc. Przed oczami wciaz plyna zrownane z ziemia marzenia, kolejne etapy, kolejne zludzenia, porazki i zostawienia samemu sobie, kolejne miesiace i lata. Slowa. slowa. slowa. Masa slow, obietnic, waznych zaprzeczen, opisow cudownych klamliwie przyszlych chwil, falszywego piekna opisanego w zapomnianych-szkoda, ze nie przezemnie-zdaniach, ktorych sie pozniej wyrzekano z zapalczywoscia wieksza niz je pisano. I pozostawala cisza. Pozostawalo milczenie, ktore teraz dopiero sie ucze od was. Pewnie gdybym ja tak postapil choc raz, tez bym milczal. Bo po co sie dreczyc czyms, kims takim jak ja – drugim czlowiekiem i tym, ze sie go oklamalo i wykorzystalo. Wy macie takie magiczne powiedzonka, ktorych moze i ja sie kiedys naucze, jak np „bylo minelo” okraszone zazwyczaj suto „nie wiem”. Slyszalem je zazwyczaj, gdy chcialem sie dowiedziec, dlaczego i tym razem okazalem sie tym glupim i naiwnym zostawionym z matowymi i martwymi juz slowami i marzeniami czlowieczkiem. „nie wiem” i milczenie, az pozostala tylko cisza, choc niezupelnie, bo gra mi Winamp i odtwarza kolejne piosenki. I do tego zimno sie zrobilo – za oknem, w pokoju, w glowie i w sercu. Pewnie znowu bedzie padal deszcz tak jak wczoraj. Rynny znow wypelnia sie woda i bedzie gdzie isc mi na spacer. Los wciaz kpi ze mnie, wiec wieczne „podrynnie” zawsze jest koncem i poczatkem wszystkiego. Czy zal mi, ze tak jest? Czy czuje smutek? Dol? Oczywiscie, ze tak, ale jak mus to mus, jak to sie mowi czasami. Mus to mus. Nie mi zmieniac swiat ani walczyc z wiatrakami, nie mam sil i nie wierze, ze znalazlbym gdziekolwiek „inny lepszy swiat”. Bo go nie ma. Jestescie tyko wy. To wasz swiat, wasze prawa, wasze zasady, wasze wszystko. Nie bede juz kims innym i z czasem musze sie przyzwyczaic do mojego „podrynnia”, pozniej moze pogodzic, a na koniec zrobic to co i wy z czasem zrobicie, zapomniec, zwlaszcza o sobie. I nie bedzie juz „zmartchwywstan”, bo w moim swiecie umarl i nie powstanie z martwych juz nawet i Fenix.

Jeden komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.