Jak zgaszony zar w niecodziennym kominku.
Jak szarosc dnia podniesiona do potegi.
Jak przemilczana noc ciagnaca sie w wiecznosc.
Jak zamieciony z drogi zycia snieg.
Jak mysli wybiegajace w spalona przeszlosc.
Jak wyrzucony papierek z przezuta guma do zucia .
Jak wszystko co zniszzone i porzucone na niedoczekanym poczatku drogi.
Jak milosc co nie doszla i smierc nieodbyta.
Jak kleczenie na grochach smutku przez kogos zapomnianego.
Wszystko co bylo, jest i co by bylo.
Wszystko na jedna kupke.
Polac benzyna.
Zapalic zapalke.
Rzucic.
Niech splonie.
I ja razem z tym.