Za zasuniete zaslona na dworze swieci slonce. Takie swyczajne slonce. Cieple, jasne, promieniujace. Po mojej stronie zaslony panuje polmrok. Leze na lozku i pisze te slowa. Kolejne z tysiecy slow, teraz zszarzale i nijakie, bezwonne. Juz nie potrafie nimi przekazywac siebie i swojego zycia. Zapomnialem jak pisac lub inni zapomnieli jak czytac. Albo jak rozumiec. Szare bezwonne slowa, puste i nijakie. Poszatkowane zycie, swiat. Trzy lata temu na nowo wkroczylem w Siec. Wszedlem i uwierzylem pierwszy raz. Niestety uwierzylem! W co? W slowa wlasnie, w zdania, w sentencje, w uczucia, w uczciwosc, szacunek. Uwierzylem, bo chcialem wierzyc, ufac. Bo przeciez inni ludzie z zasady sa uczciwi, prawdomowni, dobrzy. Sa, prawda? Sa lub staraja sie byc, tylko swiat, inni ludzie i oni sami przeszkadzaja im byc takimi. Sa a to, ze zawsze postepowali ze mna okrutnie to nie ich wina. To moja wina. Ktos ostatnio mi powiedzial, ze urodzilem sie nie w tej epoce, co trzeba. Nie znalem Waszego swiata, Waszych zasad i dlatego to ja jestem winny. W koncu nieswiadomosc obowiazujacego prawa nie uniewinnia. Jestem winny samego pojawienia sie, zaistnienia, bycia. Niektorzy chcieliby widziec i widzieli we mnie aniola, zawsze dobrego i niezmiennie chcacego byc dla innych. Zawsze pomocnego, wyrozumialego. Ale „anioly” nie moga miec serca i uczuc, a ja niestety mialem. „Anioly”, jak Swieci Mikolajowie nie istnieja, lub jak mamuty-wymarly. Nie ma „aniolow”, bo w Waszym swiecie nie ma miejsca na nie. Nie ma, zwlaszcza na szukajace idealnej milosci „anioly”. Znalem zreszta kilka „aniolow”. Zgorzknialy i porzucily swoje idealy, jedne odrzucily wszystko, inne zamknely sie w sobie a inne po prostu na zawsze zamknely oczy. Pozostaly „demony”, jak ja, z zaduma i przez zabrudzone Waszym swiatem oczy patrzacy przed siebie. „Demony”, bo w swiecie, gdzie „anioly” nie przezylyby jednego dnia, „anioly” aby przezyc musza byc „demonami”. Zarowno „anioly” jak i „demony” czerpia energie tworzona w nich przez innych ludzi, z slow, uczuc, czynow. Roznica jest tylko jedna, wynikajaca ze znaku uczuc w nich samych powstajacych. Dobro karmi „anioly”-dobro, czulosc, wiara, nadzieja, szczescie. „Demony” natomiast karmia sie zalem, niewiara, chaosem, zlem im sprawianym przez innych ludzi. Jest jeszcze obojetnosc, zabijajaca na rowni „anioly” i „demony”, a przewazajaca w Waszym swiecie. Napisalem, ze jestem „demonem”, ale chyba za dlugo staralem sie byc „aniolem” by moc stac sie w pelni „demonem”, czyli jednym z Was. Pozostane wiec czlowiekiem, najszarszym z szarych ludzi, z szarych „aniolow” i szarych „demonow”. Tak po prostu bede.