Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Lwów

Lwów

Cały w deszczu, przesiąkniety kulturą, ludźmi, wypełniony trąbiącymi samochodami i piękny – tak po prostu.

Tak, wiem, mam nie pisac o realu, ale to jedyne co mogę opisać choćby pobieżnie – właśnie pobyt moj i najlepszym słowem będzie tu: przyjaciółki we Lwowie.

Budynki piękne i majestatyczne, ale i drobne, delikatne zarysowane otulone miastem. Niestety padało cały dzień, więc nadało to całkiem inny klimat wszystkiemu, ale i tak wyjazd się udał, bo wracaliśmy uśmiechnięci, choć zmęczeni. Odwiedziliśmy większość miejsc z tych, które można było zobaczyć, ale i tak pozostało tak wiele do obejrzenia. Nie podaję tu konkretnych nazw, bo każdy, kto tam pojedzie i tak będzie to miasto odkrywał na nowo. Dla mnie najważniejszy był klimat, trochę dziwny, odrobinę abstrakcyjny. Samo miasto, budynki, zabytki to jedno, ale to wszystko zatopione jest w mieście, które sprawia właśnie takie dość nietypowe wrażenie. Nie byłem wcześniej na Ukrainie, może to dlatego, ale i tak wciąż dziwiłem sie drobnostkami. Policja w wozach z amerykańskich filmów albo w najnowszych jeapach, merdecesy najnowszej klasy i stare zaporożce stojące w korku, przepisy drogowe, których nie ma, to, że na przejściu dla pieszych bynajmniej piesi nie mają pierwszeństwa, ludzie spieszący się wszędzie i w większości tak nam przyjaźni, a nawet dziewczyny, które mimo zimna i zacinającego deszczu chodziły w krótkich spódniczkach mini. A najciekawszy był powrót na stację w zupełnych ciemnościach, bo we Lwowie, warto to zapamiętać mimo, że są lampy przy ulicach, to nie są one włączane w nocy, więc miasto wraz z nastaniem mroku zatapia się w mroku gdzieniegdzie tłumionym słabymi reklamami świetlnymi. No i oczywiści te kibitki, czy jakkolwiek się to nazywało. Widzieliści kiedyś najróżniejsze samochody, dostawcze, większe i mniejsze, przerobione na mini-autobusy? Jeśli nie to uważajcie, jak już do takiego „autobusu” wsiądziecie. Ja nabiłem sobie lekkiego guza, za to dziewczyna, którą poznaliśmy w autobusie tam i z którą wracaliśmy z powrotem nabiła sobie dość potężnego. Do tego nie zdziwcie się, że nagle zaczniecie jechać „autobusem” jadącym na czołowe. Po kilku klaksonach wszystko napewno wróci do normy. Ale to tylko tło tego wszystkiego.

cdn

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.