Gestniejaca otulajaca wszystko czarna mgla rozlala sie wszedzie. Coraz bardziej nieprzenikniona zlowieszczo tworzyla w swej czelusci kolejne formy z kazdym momentem poglebiajace nienaturalnosc samej istoty tego, czym byla. Ostre krawedzie i ksztalty monumentalnoscia swa przytlaczajace zawiesiste otoczenie powstawaly by po chwili zamienic sie na powrot w prawie nieprzezroczysta przestrzen. Slonce oswietlajac niegdys ta kraine zgaslo jednego dnia na zawsze, tak jak powstalo. Trzydniowe dzielo stworzenia i unicestwienia Swiatla dokonalo sie pozostawiajac opuszczony w ciemnosci swiat. Nieugieta Bogini zstapila w odwieczna szarosc wypowaidajac i wypowaidajac przez pierwzy dzien zaklecia stworzyla Swiatlo. Tak minal pierwszy dzien stworzenia. Drugi dzien rozswietlona przestrzen za sprawa Bogini wypelnila sie rozproszonymi ze swiatla zywymi Promieniami. To Dzieci Swiatla, rozbrykane Cieplo, plasajaca w tancu Radosc i siostra Nadzieja gonily sie poprzez odkryta przezroczystosc nad resztkami mgly zamieniajacej sie wciaz , wszedzie i coraz szybciej w Marzenia. Swiat odzywal pieknem, wszedzie odczuwalo sie energie pramatki Wiary, przybylej tu, by obejrzec jaki plan zasial tylko jeden jej oddech. Teraz swa ozywcza energia rozposcierala matczyna opieke nad tym, co odzywalo i formowalo sie wokol. Tak minal drugi dzien stworzenia. trzeciego dnia Bogini wypowiedziala ostatnie zaklecie odbierajac sily i energie kazdemu elementowi swiata jaki stworzyla. Uwieziwszy struchlale Dzieci Swiatla, bezwolnie patrzac na ich cierpienia, prenosila szybko ich energie do samej siebie. Zagasle przerazone istoty odchodzily patrzac w jej niewzruszone oczy. Po chwili pozbawione swiatla lekkie jak skrzydla motyla ciala wydawszy ostatni wielobarwny blysk upadly i rozplynely sie w mgle. Bogini rozejrzawszy sie wokol postanowila zabrac ze soba kilka powstalych w tym swiecie Marzen, skrzacych sie lekko teraz posrod odradzajacej sie mgl. Spojrzala ostatni raz na zrodlo swiatla jakie stworzyla i jednym gestem reki sprowadzila mrok. Powstala noc jeszcze przez moment oswietlaly niezabrane przez nia, a teraz konajace posrod kolorow i iskier Marzenia. Traciwszy sens istnienia odchodzily w agoniii bolu. W narastajacej czerni ujrzala jeszcze skulona postac. Zblizywszy sie uslyszala ciche i chybotliwe pytanie – dlaczego to uczynilas? To postarzala o wieki kleczaca i przygarbiona pramatka Wiara, przygaszonymi teraz oczami patrzaco zadala to ptanie. Bogini spojrzala beznamietnie w zczerniala dal i odrzekla – Wiaro – tak widocznie musialo sie stac. Chodz ze mna. Odkrylam drugi swiat, piekniejszy od tego. To tam zabieram najpiekniejsze rzeczy i energie z tego. Wiaro, towarzysz mi a zobaczysz prawdziwie swietliste , piekne i rzeczywiste miejsce. Jej oczy na chwile rozblsly, gdy wypowiadala te slowa, blyszczace, rozmarzone i niewidzace teraz nic wokol, przenosil ja gdzies daleko od tego kraju, ktory swoim kaprysem zniszczyla. Spod powiek zamknietych oczy Wiary plynely natomiast czarne matowe lzy. Szepnela – A on? – Co z nim? – i otworzywszy je spojrzala chlodno na Boginie. On? Czyli kto? – ze zdumieniem odwrocila glowe Bogini – Kto??? Wiaro – On – pan tego swiata – to jemu pomoglas go ozywic. To on cie tu milczaco zaprosil. To on takze mnie tu sprowadzil i to jemu przeznaczylam kiedys jeden swoj oddech, by nie pozwolic mu umrzec. bogini na moment zamyslila sie, ale juz po chwili jej twarz na nowo rozpromienila sie. – Nie mam teraz czasu muslec o tym. Odchodze do czekajacego na mnie swiata. – Idziesz ze mna czy nie? – zapytala na koniec. – Nie, gdy ty odejdziesz, ktos musi mu pomoc, byc przy nim. Zastalas ten swiat szarym a opuszczasz wypelniwszy go czernia. Pamietaj – nawet najlepszy swiat jaki stworzysz bedzie oznaczony pietnem smierci jaka sprowadzilas na ten. Nigdy nie zapominaj o tym. – Bogini skinela na odpowiedz Wiary dlonia, spojrzala raz jeszcze na otaczajaca czern i w blasku szybko zaczela oddalac sie w przestrzen, mijajac po chwili czarniejsze od mroku szybko naplywajace nad znajdujacy sie ponizej teren chmury Wspomnien i Zalu. Tak minal trzeci i ostatni dzien stworzenia – dzien usmiercenia. Poprzez mgle podszedl jeszcze do Wiary on, spojrzal z wyrzutem i zalezm w jej oczy, po czym mojajac ja odszedl i rozplynal sie w mgle. Tak minal trzeci i ostatni dzien stworzenia – dzien usmiercenia. Czas nastepujacy po stworzeniu wypelniony byl probami Wiary nie dopuszczenia do pogorszenia i tak juz zlej sytuacji. On powoli uczyl sie nowych regul panujacych w niegdys jego swiecie. Pod zatrwozonymi oczami Wiary koncentrowal zla energie w mgle, tak by w kazdym momencie mogla przybrac fizyczna, realna postac. Wpierw powstawaly jedynie unoszace sie wszedzie drobne igielki, zamieniane z czasem w kamienie i glazy. Coraz bardziej skomplikowane twory przepelnione negatywna energia czerpana z otoczenia i chmur zaczely wypelniac jego odnowiony swiat. Wiara probowala przeciwstawic sie temu, dopoki otoczywszy ja wpierw wokol glazami dziesieciokrotnie przekraczajacymi wysokoscia jej wzrost, nie zapytal o to, dlaczego go tak bardzo zdradzila, dlaczego klamala, nie ostrzegla, prowadzila w czern. Milczaco spuscila wzrok, a smutek braku sensu zarowno pytan jak i odpowiedzi wypelnil ich spojrzenia. Nie mogla mu powiedziec, ze to on ja stworzyl i ze istnieje, dopoki on wierzy w sens jej istnienia. Ona pomagala najwierniej jak mogla, on decydowal w czym. A teraz umierala, bo umieralo jego serce i jego ufnosc w sens istnienia ich obojga. Glazy zniknely a on i Wiara przytulili sie do siebie na trwajacy dla nich choc tak dlugo to i tak za wiele za krotki czas. Po chwili plakali razem, jak i wczesniej razem poswiecili ich swiat wierzac nawzajem w siebie. Z jego oka poplynela ta ostatnia lza i splywajac po policzku zamienila sie w mgle. Po chwili jego wzrok stezal i zrobil sie na powrot chlodny. Przytulajac Wiare popatrzyl na otaczajaca ich tak nierealna rzeczywistosc. Minela chwila i Wiara uchwycila juz tylko w uscisku tylko mgliste powietrze. To byla ostatnia rozmowa pomiedzy nim a Wiara, pozegnanie. Widziala go pozniej, jako mgle, czlowieka, czasami zamienial sie w glazy, chmure. Rozpetywal wichury z zimnego jak lod przenikliwie czarnego piasku zasypujacego wszystko nie zwazajac nawet na uporczywosc tego dla Wiary. Wraz z jego dzialaniem czern modyfikowala sie, przeobrazala, nabierajac ciezkosci i fizycznosci. I wypelniala jego swiat. Ale byly tez chwile, kiedy pozornie wszystko wracalo do stanu tuz po stworzeniu. Rzadko ale wracala bowiem tutaj Bogini, zawsze na kilka chwil. Przechadzajac sie po mroku tylko w lekkim poszumie wiatru, w ktorym ukryty byl szept, czula bardziej niz widziala, czy slyszala, ze swiat ten zmienia sie nieustannie. Przerazaly ja te zmiany, czula zlo wypelniajace przestrzen, czula wzrok utkwiony w niej i analizujacy kazde jej stapniecie. Czasami spotykala Wiare – wygladajaca z kazda jej wizyta coraz leciwiej i gorzej. Kiedys przywiozla tez zabrane z tego swiata do nowego jedno Marzenie. polozyla je delikatnie na podlozu i z trwoga obserwowala jak szybko umiera zarowne przez brak Swiatla jak tez dzieki momentalnie otaczajacej je i zaciesniajacej sie wokol zabijajacej czerni. Probowala kilka razy, za kazdym razem czekajac czekajac krocej na ten sam final jej postepowania. Tak bylo jakis czas, podczas gdy pod coraz dluzsze nieobecnosci Bogini zlo gromadzilo sie i wzmacnialo. Teraz energia byla juz tak silna, ze nawet podczas odwiedzin Bogini on nie potrafil do konca zapanowac nad wygladem swiata. Mgle przeszywaly wtedy czarne skamieniale igly, z rzadka z nieba padaly glazy a wyziebiajacy wicher wyciskal ostatnie lzy z zasypywanych zczarnialym piaskiem oczu. jednak mimo narastajacego niebezpieczenstwa Bogini wracala z jakichs wzgledow wciaz do tego opuszczonego swiata. Czasami probowala powtarzac zaklecia wypowiadane pierwszego dnia, ale powodowala tym jedynie skutek odwrotny do zamierzonego, zatrwazajacy ja i czesto zmuszajacy do ratowania sie ucieczka. Kazda z takich wizyt kosztowala ja coraz wiecej odbierajac jej energie i sily, ktore zdobywala w swoim nowym swiecie. Bogini jednak wracala, pomimo ze swiat nie byl juz w niczym podobny do tego, ktory zastala pierwszego dnia. Wracala, choc grozilo jej coraz wieksze niebezpieczenstwo, bo swiat, ktory niegdys zniszczyla zmienial sie wciaz a zlo istniejace i przesycajace go wciaz narastalo. On juz nie potrafil kontrolowac tego, co sie wokol dzialo ani nie mial wplywu na zmiany jakie zachodzily. Kraj przepelniony groza i czernia, wciaz gestejacy i zatopiony w krystalizujacej sie z mgly wciaz zmiennej materii przeciwstawial sie swoim wlasnym stworcom. Nabrawszy sily i mocy pragnal zniszczyc wszystko, co sprawilo, ze byl wlasnie taki. Swiat nabrawszy woli i uczuc nienawidzil teraz kazda przyczyne swojego powstania za to tylko, ze istnial w tej formie. Powracajaca mimo to Bogini chciala spotkac jego, pana tego swiata, by zrozumial co zrobila, poznal przyczyny jej decyzji i mysli jakie nia trzeciego dnia stworzenia kierowaly. Nie wiedziala, czy potrafilaby i jest w stanie tego dokonac ani czy to zmieniloby cokolwiek ale wraz z uplywajacym czasem coraz dobitniej pojmowala znaczenie slow, jakie przekazala jej Wiara ostatniego dnia. Budujac szczescie swojego nowego swiata wciaz odczuwala pustke po tym jednego dnia zniszczonym i unicestwionym na zawsze przez nia. Uczucie to nasilalo sie a im lepiej poznawala zatrwazajace zmiany, jakie zachodzily, tym bardziej zalezalo jej na ich powstrzymaniu i odwroceniu. Niestety wszystkie proby wprowadzaly ja tylko w wieksza bezsilnosc i smutek. Nie rozumiala ani tych uczuc ani tego, ze mimo szczescia jakie panowalo w jej swiecie jednak wciaz wraca, zarowno mslami, jak tez i ona sama, do tego opuszczonego, w pogoni za bliskim i piekniejszym szczesciem i zabitego przez nia przeciez swiadomie i z pelnym wczesniej przekonaniem slusznosci podjetych decyzji, kraju. Nieokreslona rysa na obrazie tego, do czego dazyla, wciaz sie poglebiala i postanowila wbrew narastajacemu niebezpieczenstwu odnalezc jego. Z ta mysla wyruszyla kolejny raz w strone czekajacej na nia czerni i jego samego….
Moze Wy mi podpowiecie jak ma sie zkaonczyc ta historia… Bo ja choc juz mialem zakonczenie to jednak umknelo mi juz prawie wcale – w kazdym razie oboje zgineli i rozsypali sie w kawaleczki… A jak do tego doszlo to juz jest w mojej glowie…