Jak opisac…
…wszechogarniajacy smutek ogarniajacy wciaz mnie.
Jak powiedziec, ze nie wiem, jak to moglo sie stac.
Jak zapytac: dlaczego? jak? po co? i jeszcze raz dlaczego? Dlaczego wybralyscie mnie?
Tak bardzo chcialbym wykasowac ostatnie cztery lata zycia, znow byc tamtym Piotrem, tym przepelnionym strachem. ale jednoczesnie wierzacym, pragnacym zyc, kochac, marzyc…
Z tamtego mnie pozostala wypalona skorupa wypelniona zalem, przepelniona najgorszym z rodzajow smutku – brakiem radosci zycia.
Mozna sie usmiechac, mozna tak zyc, mozna probowac zmieniac wszystko, ale raz stracona radosc zycia, pragnienie i marzenie o lepszym, radosniejszym zyciu zniknelo na zawsze i juz nie wroci nigdy.
Zbliza sie sylwester i znow jak co roku bede upijal sie przed monitorem, zapijajac smutek mojego swiata. Sylwester i urodziny – dwa dni w roku, kiedy smutek jest tak wszechogarniajacy, tak przytlaczajacy, ze chce sie wyc, chce sie tylko przestac myslec o czymkolwiek, kimkolwiek. Zapomniec o klamstwach, o slowach, o falszywosci tego swiata i kobiet jakie spotykalem. Zapomniec o samym sobie, o tym kim bylem, jak mnie traktowano i jak porzucano. Jak w pragnieniu przezycia czegos innego, chocby namiastki szczescia przestawano sie liczyc z moimi uczuciami – niszczono je i wykorzystywano.
Nie czuje zycia, nie widze nic, ide i staram sie pozostac obojetnym, bo to mi jedynie pomaga. Bycie obojetnym na wszystko, na slowa, na ludzi, na swiat. Mozecie sie wtym Waszym swiecie zabijac, zdradzac, kochac, kopac, ranic, mordowac wszystko od uczuc po dzieci, zakopywac zywcem i samych siebie i innych ludzi a ja bede staral sie pozostac… obojetnym. To trudne, ale nie niemozliwe. Ale to wasz swiat, nie moj, nigdy nim nie byl i nigdy nie zostanie. Pamietam jak jedyna osoba, ktora nazywam w swoim zyciu przyjaciolka w moim realu, napisala, ze mialem racje, ze nie pasuje do tego swiata. I wiem, ze nigdy nie bede pasowal. Dla was slowa to jedynie zgloski, napisane, powiedziane – dla mnie to byl moj swiat. Powiedziawszy cos, wiedzialem, ze moje slowa znacza i beda znaczyly to, co znaczyly w momencie napisania. To nie ja wypieralem sie swoich slow, to nie ja oszukiwalem, klamalem, łudziłem, omamiałem, bawiłem sie. Wiec dlaczego to ja zawsze za to placilem kare. Dlaczego to mnie wyrzucano do kosza, zdradzano, tluczono i bito do krwi slowami, obojetnoscia, brakiem szacunku i wyparciem sie wszystkiego, co wczesniej powiedziano. „To tylko slowa”, „Bylo minelo. Koniec kropka”, „Byles kozlem ofiarnym za innego faceta”, „Kocham bylego”, „Zaczelam sie z kims spotykac. Czy to Cie rani?”, „Jestes tylko kolega z internetu” (po zobaczeniu mojego zdjecia i pisaniu 50 SMSow dziennie o tym jaki to jestem kochany)…. etc etc itp…
Czy to ja bylem zly, bo ze naiwny to napewno, ale czy zly i glupi, ze wierzylem w te slowa, ze chcialem sie przy nich ogrzewac? Nie dzien, tydzien, miesiac, pol roku, rok czy dwa… ale moc ich byc pewnym i wiedziec, ze nikt ich sie nie wyrzeknie.
Wyrzekla sie kazda, widac tak macie kobiety. Oszukala kazda, zdradzila w cudzyslowie lub bez tez kazda, wykorzystala kazda, dawala zludne nadzieje, tworzyla falszywe marzenia i dawala klamliwą wiare – tez kazda.
Pytam dlaczego, za co, co popelnilem zlego. Ufalem wam, dawalem z siebie wiecej niz sam mialem, wiecej niz mialem energii w sobie. Bo wierzylem i ufalem, ze warto, ze nie zostane oszukany.
Ktokolwiek to czyta, niech pamieta – nigdy nikomu nie ufac, nie wierzyc w zadne slowa nie potwierdzone chocby jednym dowodem, ze nie sa tylko ot bankami mydlanymi rzucanymi na wiatr.
Nie wierzcie – bo nie warto, nie ufajcie – bo nie warto, nie miejcie marzen – bo zostana zgladzone a wrac z nimi czastka was – tym wieksza im bardziej ufaliscie lub wierzyliscie, nie myslcie o jutrze, bo i tak bedzie gorsze, bo w waszym swiecie wszystko jest klamstwem, kazde slowo, czyn, zdarzenie, sytuacja jest klamstwem.
To moje zdanie, tylko moje, to moj wycinek swiata, mojego padolu lez zdreptanego przez zbyt wiele obcasow. Moje male piekielko mysli, za ktore kazdego dnia place, kiedys tylko szeroko rozumianym szczesciem a raczej jego brakiem w zyciu, a pozniej juz po prostu zdrowiem.
Nie warto. Nie ma sensu.
Ogladaliscie „equilibrium”?
Co jest sensem mojego istnienia?
Kontynuowanie mojego istnienia.
To bez sensu, nic nie znaczacy, nic nie niosacy ze soba blad w algorytmie tego waszego swiata – to wlasnie ja. Ale -who cares- .
nic nie zrobiles za duzo oczekiwales za duzo slow za duzo przeklenstw za duzo krzykow za duzo pytan za duzo wymagan za duzo zaborczosci wszystkiego za duzo… przykro mi … ale mimo tego wciaz jest pamiec … bo choc bardzo boli to nie da sie tych lat wymazac z pamieci …
Tak dobrze rozumiem, tak dobrze… ze mnie też już została powłoka, choć na zewnątrz czasem pokazuję coś innego… Można zabić człowieka jednym małym najmniejszym drgnieniem… a jednocześnie pozostawić go przy zyciu… nie wiem ile dam radę jeszcze tak trwać… nie wiem…