Pierwszy dzien a dokladniej noc po pierwszym dniu. Jest wpol do piatej nad ranem, w pokoju jak zazwyczaj o tej godzinie siwo od dymu i ciezko od mysli. Bol powoli przechodzi w stadium smutku i otepienia. Kolejny papieros i kolejne mysli. Kolejny raz przezywane na nowo cierpienie opuszczonego, samotnego i smutnego czlowieka. Jedna lza, ktora dym kolejnego papierosa wysusza na sol wbijajaca sie w rany otwierane wciaz w myslach. Ale Ja to juz nic nie obchodzi, teraz lezy przy boku mezczyzny, ktorego wybrala. Rok temu to ja bylem tym najwazniejszym, to ja slyszalem, ze czas sie zatrzymuje, gdy mnie nie ma. A teraz Ona nie potrafi zatrzymac sie chocby na kilka minut, by dac mi chocby pare slow od siebie. Ale to tez Ja nic nie obchodzi, bo przeciez juz wybrala. I ktory to wybor jest i tak latwiejszy do zapomnienia dla mnie, niz to w jaki sposob i kiedy sie o nim dowiedzialem. Postawiony przed faktem dokonanym, nie mogac przez to walczyc, do ostatniej sekundy przed tym wierzylem w Jej slowa, w Jej uczucia i ze My o jakim rozmawialisny jest tym My w jakie wierzylismy. Ale to ja wierzylem a Ona juz wtedy od prawie miesiaca wierzyla w inne My, nie mowiac nic, nie wspominajac ani slowem, ze juz postanowila sie mnie pozbyc. Kolejny papieros z paczki wypala sie i gasnie zamkniety w sloiku. Ty dodalas tlenu ledwo zarzacej sie wiarze. A pozniej odebralas wszystko z tak duza nawiazka. Zabralas marzenia, wiare i wszystko, co sprawialo, ze chcialem wstawac rano, chcialem byc i zyc, Powiedzialas dziesiec miesiecy pozniej, ze w zyciu zawsze trzeba podejmowac wybory ale wtedy nie widzialas, ze ja juz wybralem. Wybralem Ciebie. A wiesz przeciez, ze nie byl to prosty wybor. Wybralem bycie blizej Ciebie chocby w kilku zdaniach kazdego dnia. I wybralem bycie, po prostu i dazenie do marzen. Moglas na mnie albo poczekac albo wymienic mnie na lepszy model. Pamietam, jak skrzwilem sie, gdy napisalas na blogu o milosci jak o zakupach w supermarkecie, o odrzucaniu najwazniejszych osob ze wzgledu na wyksztalcenie czy niedopasowanie sie do realnych wymogow takich czy innych. I tak jak niektorzy klienci w supermarketach nie wiedza dlaczego cos wybieraja a cos innego zostawiaja tak Ty wciaz nie wiesz dlaczego poswiecilas mnie, zdradziwszy mnie, siebie i wlasne slowa. Kazde moje pytanie traktujesz jak wymowki i najchetniej odwracasz sie odemnie, by juz mnie nie slyszec. Mowisz, ze jestem wazny, juz dawno przestalem byc najwazniejszym jak mowilas wczesniej, ale mowisz mi, ze jestem wazny. Ale nie robisz absolutnie nic, co dawaloby mi podstawy myslec, ze to co mowisz jest prawda. Nie piszesz, nie mowisz, nie odpowiadasz, zbywasz mnie, odpychasz i uciekajac unikasz kazdej powazniejszej rozmowy. Wyrzuciwszy mnie na dobre ze swojego zycia traktujesz mnie jak wspomnienie do ktorego masz znikomy sentyment. Jak wspomnienie, tylko ze ja zyje dalej, ale zapominasz o tym. Radykalnie mnie to jak mna sie zabawilas zmienilo, ale Ty zauwazasz, ze sie zmienilem nie chcac zauwazyc ze to jaki jestem jest spowodowane Twoim postepowaniem, Twoja zdrada i Twoim ciosem nozem prosto w moje plecy. Widzisz swoje uczucia i ja widze swoje. Ty widzisz tylko goscia, ktory Ci wciaz robi wymowki pytajac dlaczego zabilas w nim to, co bylo najwazniejsze i co tak cenilas a do tego pamieta to, co Ty chcialabys zapomniec. A ja widze tylko uciekajaca wciaz przed odpowiedzialnoscia za to co zrobila kobiete wypierajaca sie wlasnych slow i zachowan nawet mimo oczywistosci tego, co zrobila do tego nie potrafiaca nawet odpowiedziec na pytanie dlaczego postapila w tak okrutny sposob. Kobiete, ktora swiadomie wprowadzala mnie w blad i wodzila za nos bawiac sie mna jak szmaciana zabawka. I tak, to tez jest prawda, tak ja widze ta prawde. Ale Ciebie to i tak nie obchodzi bo przeciez sie uczepilem i znow robie Ci wymowki. Przeciez postawilem sobie za cel w zyciu robienie Ci wciaz wymowek. Nawet na grobie kaze napisac jakas wymowke dla Ciebie. Zarty zartami ale czy potrafisz odwrocic role i poczuc na moment to co ja? I zastanowic sie co jest a co nie wymowka wtedy dla Ciebie-„mnie”. Widzisz siebie i wlasne uczucia, przynajmniej tak to wyglada z mojej strony, zreszta skadinad ja zazwyczaj mam podobnie. Ale ja przynajmniej pytam, wciaz pytam i odpowiadasz mi tylko cisza. Czy zasluguje juz tylko na nia i na ignorancje? A pamietasz to czego sie balem, to, ze i Ty postapisz ze mna jak i reszta kobiet? Pamietasz scenariusze jakie pisalem? A pamietasz swoje odpowiedzi? Ja pamietam, Ty najwyrazniej bardzo szybko zapomnialas o nich. To tylko Siec – prawda? Pamietasz jak napisalem to i niczym dopowiedzialem kontekst Ty tak bardzo sie zdenerwowalas. Ale ostatecznie to Ty zasugerowalas mi w ktorejs rozmowie wiele miesiecy pozniej i to po moim wielominutowym zmaganiu sie z Twoim „nie wiem”, ze ten, ktory teraz pewnie spi u Twego boku, byl w realu a ja bylem w Sieci i nie moglem Ci dac poczucia bezpieczenstwa, przytulenia, namietnosci czy pomoc Ci tak jak On. Bo ja bylem wirtualny a On nie. Moze to jest odpowiedz? Ja jej nie znam a wszelkie moje proby jej znalezienia Ty skutecznie blokujesz albo zacierasz. I znow myslisz ze to wymowki? Ale to jedynie krotki zapis kilku mysli jakie kraza po mojej glowie wciaz scierajac sie i szukajac sensu. Sensu istnienia mnie i Sensu istnienia mojego szacunku do samego siebie po tym jak Ty-Osoba ktorej zaufalem i ktorej uwierzylem perfidnie mnie oszukala, wykorzystala i skazala na zapomnienie wlasnie to co zaczynalo byc najwazniejsze dla wydawalo sie Jej i mnie – a jak sie okazalo bylo najwazniejsze tylko dla mnie – skazala na zapomnienie teraz juz abstrakcyjne pojecie – „Nas”.