Wiem juz ze absolutnie nikt nie chce „sluchac”. Jestem sam na sam z wlasnymi problemami-tymi najwazniejszymi. Ale tak jak dzis-mam po prostu zwyczajne problemy-i komukolwiek chcialem o tym powiedziec-porozmawiac-takze Tobie. Ale juz wiem, ze nikt nie chce „sluchac”. Nie chodzi juz nawet o dzis, zwyczajne klopoty, ale nikt juz nie „slucha” zwlaszcza o tych najwazniejszych myslach, o tym co we mnie tkwi. A Ty Z. juz od tak dawna nie „sluchasz”, ze juz tylko we wspomnieniach mam czas, kiedy czulem ze „sluchasz”. Nie obchodza Cie moje mysli, to co zrobilas, co dzieki temu zniszczylas we mnie. Ale jak widac juz nawet nie obchodzi Cie ot zwyczajny szary dzien. Zapomnialas juz jak „sluchac”, lub po prostu jest Ci to obojetne. „Sluchac” o wszystkim, o bolu, smutku, o wywolanym przez Ciebie poczucie, ze jestem nikim do nieczego nieprzydatnym. Ze jestem podludzikiem, ktorego tylko sie wykorzystuje jak zabawke, a pozniej wyrzuca, gdy okazuje sie za slaby. Nikt nie chce tego wiedziec. A dzis…
Dzis zwyczajne problemy. Ot jechalem za szybko, zlapali mnie, okazalo sie ze zapomnialem dokumentow, wiec mimo, ze wczesniej starszy zdazyl je dowiezc, to i tak scholowali mi auto. Nic sie nie stalo, jestem jedynie ubozszy o troche zlotych i troche nerwow. Ale ot chcialem o tym komukolwiek powiedziec. Juz nie o bolu, ale ot o zwyczajnej rzeczy.
Chcialem, ale skoro nawet Ty nie chcesz „sluchac”…
…to po co „mowić”?
PS: Dziekuje J. za SMS.
przepraszam za wczoraj, ale naprawde musiałam się rozłączyć, nie mając możliwości nawet napisać 1 słowo