Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Rozmarzenia

Siedze sobie samotnie przy komputerze – i zwyczajowo, jak przez 99% czasu, gdy teraz jestem podpiety do Sieci, nie ma nikogo, z kim moglbym porozmawiac. Jest mi to obojetne, ale nie do konca, nie az tak bardzo bym o tym nie myslal.

Tak wiele rzeczy juz przeminelo, tak wiele sie skonczylo i odeszlo w cien, w cien dni dzisiejszych ale nie az tak daleko, by nie wracalo. Pomimo obojetnosci na ten najgorszy ze swiatow, gdzies jeszcze pozostal bol. A poza nim jest juz tylko szara, bezwzgledna obojetnosc na swoj i calego swiata los. Kiedys pisalem tak wiele razy o tym, ze nikogo to nie obchodzi, ale nie napisze tego jeszcze raz, bo to nie jest do konca pewnie prawda, choc tak wlasnie sie czuje, jakby nikogo i nic to nie obchodzilo, ani ja ani moje sprawy ani moje zycie. Przypominaja mi sie rozmowy – glownie te na chacie teraz, z nieznajomymi nigdy nie poznawanymi – bo i po co poznawac kolejne falszywe osoby. I widze, ze rozmowy to jedynie sluchanie, moje sluchanie albo z drugiej strony moja zlosc – na to ze ktos jest prymitywny, na to ze pisze bez sensu. Szczerosc do bolu. Moze dlatego moje rozmowy na chacie w wiekszosci koncza sie zle, bo ja chce by skonczyly sie zle, atakujac pod byle pozorem nieznajome osoby.

Kiedys moja sila byly pozytywne uczucia, niektorzy mowili ze mam dobre serce, „serce na dloni”. Ale im dalej ciagne to swoje bez sensu zycie, tym bardziej zaczynam czerpac sily nie z pozytywnych a z wlasnie negatywnych uczuc – zlosci, nienawisci na caly swiat, wrogosci, etc. One daja sile, dodaja wiary w to, ze swiat jest na wskros zly i falszywy, a jestem wyspa pod nazwa „fair”. Sic! Moze wlasnie dlatego siedze tutaj samotnie i nie mam z kim rozmawiac – bo chcialem byc fair i chcialem wiedziec dlaczego kobiety, ktorym zaufalem, bawily sie moimi uczuciami. I pewnie dlatego, ze nie wybaczam, ze nie zapominam i ze teraz wobec mnie mozna popelnic tylko jeden blad – tylko raz postapic nie fair. Jak mowie od jakiegos czasu – od wybaczania jest Bog a ja jestem tylko czlowiekiem, ja nie musze wybaczac. I nie wybaczam i nie zapominam. Niczego. To tkwi i wypala mnie cal po calu od srodka, jak jad zmiji, bo zmijami byly osoby, ktore poznalem i ktorym zaufalem. Zreszta i ja nie bylem pozniej lepszy. Roznica w tym, ze ja ranilem i krzywdzilem pod wplywem ran i krzywd jakie mi wyrzadzono, a nie w nieswiadomosci – udawanej lub bezmyslnej.

Czas mija, zycie mija, tak puste, tak wydrazone, pelne pozostalych z przeszlosci nigdy nie wyjasnionych watpliwosci i nigdy nie wyciagnietych przez nikogo igiel wbitych i scalonych z moim prawie kamiennym teraz sercem.

Bywam teraz zly, bywam podly, bywam pelen wrogosci i nienawisci tylko dlatego, ze ktos mi cos przypomina, podobnie sie zachowuje. I scenariusze, w ktorych juz nie chce brac udzialu, bo wiem jak sie koncza. I wiele oczu, ktorych nigdy nie zobacze, a chcialbym, bo choc raz warto zagladnac w falszywe oczy i sprobowac spalic je wzrokiem. Tak wlasnie, nie spojrzec i wybaczyc, ale spojrzec i choc w taki sposob odwzajemnic sie za krzywdy. Nie jestem meczennikiem, nikt nigdy nie kazal mi dostawac baty i nie mowic nic – a tak wlasnie postepowalem, az ktos o pierwszy jeden raz za duzo zranil mnie. Zmienilyscie mnie, moje wy kochane istotki, kolorowookie, istotkowate, motylkowate, kwiatuszkowate. Zmienilyscie nie do poznania, na tyle, ze patrzac w ekran widze tylko falsz plynacy posrod liter w kazdym zdaniu jakie od was do mnie dociera. Napisalem, ze wystarczy jeden blad, a wy popelnilyscie o kilkadziesiat bledow za duzo.

Pozostaje mi, pomimo tego, ze tak glupio w nieswiadomosci dawalem sie wyprowadzac w pole i stawalem sie czyjas marionetka i zabaweczka, to pozostaje mi duma, te resztki z tego, co uratowalem, pozostaja resztki szacunku do samego siebie. I to jest podstawa by trwac i by moc mimo tego wszystkiego, co przynioslo mi ostatnie piec lat, jednak moc patrzec w lustro i nie widziec wiekszego dupka niz bylem i jestem. Moje marzenia i wiara w lepsze jutro prysnely pod obcasami poznanych kobietek. Pozostala wiara w falsz, w swiat do ktorego nie pasuje, w to, ze zycie i swiat nie maja zadnego sensu i wiara w nieufnosc, w brak zaufania do wszystkich, bo skoro ci, ktorym kiedys najbardziej ufalem, w znakomitej wiekszosci okazali sie niewarci tego, to pozostaje brak zaufania.

Przyszlosc…
Jej nie ma. Nigdy nie bylo. Od dalekiej przeszlosci nie bylo nigdy przyszlosci w moim zyciu. Przyszlosc to zludzenie.

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.