Błyskawice rozorywały ciemno brunatne niebo wiszące nad wypalonym wzgórzem pokrytym gdzieniegdzie rozsypującymi się w proch szarymi głazami. Jak w koszmarnym śnie pośród strumieni deszczu i okrywającej teren mgły szły wolno potykając się zgarbione postacie. Armia szkieletów z pustymi oczodołami, w których tylko chwilami rozpalał się niebieski blask, by po momencie zgasnąć. Uwięzieni pomiędzy resztkami kościstej cielesności a niebytem śmierci kroczyli przed siebie pchani resztką ducha uwięzionego w nich samych. W oddali na wzniesieniu stały dwie równie rachityczne, lecz różniące się od kroczących poniżej, postacie. Ich oczodoły wypełniał bowiem jasny i ciągły płomień, wyróżniający się nawet pośród błysków otaczającej wszystko ponurej burzy.
– Co to za świat? Gdzie jestem? Kim jesteś ty? Co to za ludzie? – wymówiły bezgłośnie moje nieistniejące usta, zastąpione szczęką kościotrupa. Słyszałem tylko swoje myśli, odgłosy burzy i chrzęst poruszających się niżej cieni, nic więcej.
Postać powoli odwróciła się w moją stronę. Czaszkę wypełniało mu widoczne przez oczodoły palące się nieziemsko światło.
– Jestem twoim przewodnikiem. To twój pierwszy świat. Tu zaczniesz swoją wędrówkę. – Zabrzmiało nagle w moich myślach.
– Ale co ja tu robię? – Zapytałem w myślach.
– Prowadzę cię do prawdy absolutnej, którą powinieneś poznać. A to co będzie się teraz z tobą działo przygotuje się na jej przyjęcie i zrozumienie. Przed tobą długa droga, ale sam ją dla siebie wybierzesz i od ciebie zależy jak szybko spotkamy się na jej końcu.
– Jaką prawdę? Co mam zrozumieć? Co to za szkielety?
– Ludzie poniżej to ci, którzy zbyt mocno związali są z cielesnością. Nie wyobrażają sobie życia w innej od fizycznej formie. Tak głęboko tkwią w tym błędzie, że utknęli w tym miejscu.
– Czy to się dzieje naprawdę? Czy to sen?
– Nie. To nie jest sen. Ale to, co wydaje ci się, że widzisz jest jedynie tym, co czujesz i co powstało w twoim umyśle. Zauważ, że nie masz już oczu. Nawet mgła jest jedynie symbolem tego, co różni cię od nich. Tak jak wszystko, co odbierasz teraz nie istniejącymi zmysłami jest jedynie symbolem czegoś. Ty sam stworzyłeś te symbole. I dlatego znalazłeś się właśnie tutaj. Musisz sam odczytać informację zawartą w tobie, by się wydostać z każdego świata, w którym się znajdziesz. – Odparł.
Jego głos w moich myślach choć był cichy i spokojny, to była w nim siła, którą odczuwałem. W tym momencie dotarły do mnie głosy ludzi poniżej. Pełne goryczy, złości. Mówiące o krzywdach, o tęsknotach za niespełnionymi zachciankami, celami, przyziemnymi marzeniami, nie zarobionych pieniądzach, nie kupionych domach. Tak zwyczajne w świecie, z którego przybyłem nabierały tutaj groteskowej wagi i były tak boleśnie bez znaczenia. Ale rozumiałem je, były mi bliskie. Nie chciałem ich jednak słyszeć. W momencie w którym pomyślałem o tym umilkły.
– Rozumiesz już? – Zapytał mój towarzysz.
– Chyba… tak. Czyli ten świat zależy od tego, co myślę? Czy mogę się wydostać myśląc jedynie o tym, żeby się z niego wydostać? – Odpowiedziałem kolejnym pytaniem.
– Tak, ale musisz chcieć wydostać się z niego. Wcześniej powinieneś uświadomić sobie prawdę, jaką miałeś odkryć trafiając właśnie tu. Dopiero wtedy wydostaniesz się myśląc o miejscu, gdzie chciałbyś się znaleźć. Czy rozumiesz już prawdę? Zapytał ponownie.
– Tak. Już rozumiem. Ten świat, to wszystko uświadomiło mi prawdę. Ale co się stanie potem, gdy już wybiorę kolejny świat. Czy będziesz ze mną dalej?
– Nie. Podążysz tam sam. To twoja droga. Twoje myśli stworzą ten nowy świat jak i każdy następny. Nie mogę tam podążyć, bo nie znam twoich marzeń, twoich celów. Moim zadaniem będzie odszukiwać każdy świat, w którym byłeś i sprawdzić jak wiele brakuje Ci jeszcze zrozumienia, by być gotowym.
– A w jaki sposób będziesz mógł odszukać mnie i światy w których będę? I skąd będziesz wiedział, kiedy będę gotowy i na co gotowy? – Zapytałem rozumiejąc coraz mniej z tego co się wokół dzieje. Świat, w którym byliśmy zmieniał się, mimo, że pozornie nic nie ulegało zmianom. Wciąż te same postacie, burza a jednak coś się zmieniało.
– Nie dziw się. To ty się zmieniasz. Wyobraź sobie ślad jaki będziesz pozostawiał jako złotą nić. Ja będę zwijał za tobą tą nieistniejącą nić, odczytując jednocześnie informacje o twoim stanie. Będę zawsze za tobą a czasami przy tobie. Jeśli to będzie konieczne wprowadzę dodatkowe elementy w świat, jaki wykreujesz. Będę Ci dzięki temu przypominał o Twojej misji i o tym, że to co poznałeś tu nie jest snem. I sam będziesz wiedział, kiedy będziesz gotowy. Wtedy ja się pojawię.
– A co by się stało, gdybym pozostał tutaj?
– A chcesz tu zostać?
– Nie. Nie chcę. To nie jest świat dla mnie. Nie tutaj.
– Więc ruszaj w drogę.
– A co mnie czeka na końcu drogi?
– Dowiesz się, gdy nastanie czas. Dowiesz się więcej niż kiedykolwiek potrafiłeś sobie wyobrazić. Teraz ruszaj w drogę.
– A jak długa będzie ta droga? Ile przyjdzie mi czekać na ciebie?
– W tej drodze nie czas jest ważny. To może być dla ciebie wieczność, wiek lub tysiąc lat. Jedyne co mogę ci teraz powiedzieć to fakt, że dotrzesz tam. Ruszaj. Czas już na ciebie. Wszystkiego dowiesz się w odpowiednim momencie. Powodzenia i do zobaczenia. – Jego słowa brzmiały jak zachęta do podróży. Do odkrywania nowych światów. Nie chciałem tu zostać. Postanowiłem opuścić ten świat, mimo, że tyle pytań pozostało bez odpowiedzi.
– A czy…..? – Zacząłem pytanie.
– Nie. W tym momencie nie zrozumiałbyś odpowiedzi na pytanie, które chciałeś zadać. – padła szybka odpowiedź.
– Odchodzę więc stad. Do zobaczenia. Nie wiem, co mnie czeka, ale wiem, że czeka na mnie cel, jakiś cel i jakaś prawda. – Zakończyłem rozmowę i w tym momencie zacząłem tęsknić za światem, za ludźmi, za życiem jakie znałem wcześniej. W moim umyśle pojawił się, wpierw niejasny, później coraz wyraźniejszy obraz świata, do którego zmierzałem. Błysk światła jaki ujrzałem mimo, że mnie nie oślepił, był najjaśniejszym jaki w swoim istnieniu widziałem… Zatopiłem się w idealnej bieli otaczającej mnie zewsząd. Podążałem ku światłu i byłem nim…
Otwarł oczy. Po raz pierwszy czuł się wyspany i wypoczęty po nocy. W końcu była to sobota, nikt go nie obudził, nie musiał nastawić budzika. Nigdzie się nie spieszył. Chwilę po obudzeniu zastanawiał co mu się śniło, ale to co pozostało było tylko nikłym wspomnieniem. Wstał z łóżka i poszedł zrobić śniadanie. Zjadł kilka cieniutkich parówek z mikrofali, popił kawą. Poszedł do łazienki. Dzień płynął jak wiele innych, był jedynie bardziej senny. Postanowił umyć zęby po śniadaniu. Stanął przed lustrem…
Coś było nie tak, bardzo nie tak. Coś było w tym odbiciu jakie zobaczył w lustrze, że zaczął się wpatrywać w nie z rosnącym niepokojem. Zaczął sobie przypominać sen, jaki miał. Nie, to niemożliwe. To nie może być prawda. Ale…
Przecież urodził się z ciemno brązowymi oczami. Nienawidził ich. A tak zielonych oczu jeszcze nigdy nie widział. Nie widział, aż do tej chwili…
Hipnotyczna zieleń jego własnych, kiedyś brązowych oczu, patrzyła na niego.
Czyli wszystko to jet MATRIX, ale to jest plus, bo możemy z tego naszego „życia” zrobić to, co chcemy, a wszystkich i tak czeka to samo…
tak zawsze lubilam czytac twoje opoeiadania a zwlaszcza przysylane smsami 🙂
Poniewaz Ty niebrdzo masz checi by napisac cos do mnie wiec….
Pewnie predko niebedziemy rozmawiac, chce Ci powiedzec tylko jedno.
Twoje opowiesci (tak jak ta) sa intrygujace i daja do myslenia, tak jak Twoje rady.
Jestes wartoscowym czlowiekiem i chociaz pwenie sie powtorze, to powiem POMYSL TEZ O SOBIE.
Tylko powaznie i sensem- pomysl ile Twoja osoba znaczy dla innych, co wnosisz do ich zycia, kim jestes.
Najwazniejsze – ile jeszcze mozesz pomoc i zminic- moze dlatego ze Ty zyjesz bedzie zyl ktos jeszcze???
To nie poezja powala nam zyc ani nie internetale my sami.
Kieruj soba tak zebys mial do siebie zawsze szacunek i nigdy juz niemowil TAK o sobie( wiesz dobrze o co mi chodzi).
Nie jestem oetka i nieumiem tworzyc pieknych opowiesci i historyjek, ale Ty tak i wykorzystaj to.
Jesli uznansz moje slowa za smieszne i niewarte czytania to je skasuj, ale pamietaj ze gdzies tam na swiecie jest czlowiek ktory dobrze Ci zyczy.