Sens prowadzenia teg bloga zniknal wraz z moja decyzja i jej skutkami. I tak nigdy nie spelnil swojego zadania. Chcialem by ktos mnie zrozumial, wysluchal. Ale im wiecej ludzi pojawialo sie w moim zyciu – sieciowym – bo nie mowie tu o realu, tym jasniejsze bylo, ze mnie nie potrafi zrozumiec nikt. Blog mial tez byc krzykiem w przestrzen, krzykiem o pomoc, a byl jedynie szeptem ktorego nie uslyszano i nie zrozumiano. Ktos mi w koncu pomogl, jedyna Osoba, ktora powiedziala, ze to nie jest jedynie moj problem, ze nie tylko ja sam jestem za to odpowiedzialny i ze nie ja sam musze sie z nim uporac. Cala reszta zdezerterowala – nie w slowach – w tych czasami pamietali – ale to nie slowa byly najwazniejsze bo problem istnial realnie a sens i znaczenie slow i tak zostal tak wiele razy nadszarpniety, ze nijak nie mogly one pomoc. Blog mial byc tez przeslaniem, przestroga, by nikt nie popelnial takich jak ja bledow. Ale nawet dla mnie samego nie byl on przeslaniem, bo przeciez wciaz popelnialem te same bledy. Wierzac w pisane i mowione mi marzenia i zludne pseudo-obietnice zanurzalem sie w matni uczuc, by nigdy na dobra sprawe juz sie z zadnej z nich nie wynurzyc. Pozostal bol, zal, smutek i poczucie krzywdy powracajacy w myslach, gdy tylko mam chwile czasu. Najwazniejsze byly trzy osoby, ktore sprawily, ze LukeSky sprzed dwoch lat przestal na zawsze byc tym, kim byl. Pierwsza podwojna osoba, ktora potraktowala mnie jak kozla ofiarnego za nie moje winy, jak marionetke i zabawke, ktora jest ciekawa i mozna sie nia bawic. Bawila sie wiele miesiecy dopoki sie nie znudzilem, dopoki nie zaczalem za duzo sie domysliwac co do klamstw jakimi wciaz bylem karmiony. Druga miala byc lina prowadzaca mnie w przyszlosc, wiele slow i 8 miesiecy obietnic rzucanych mi bez kozery i bez myslenia ile z nich to nie sa tylko i wylacznie slowa. Wieczne uczucia przeciez nie istnieja? Ona tez piszac mi o wiecznym uczuciu klamala. Lina zerwala sie szybciej niz myslalem a mysle ze nigdy jej nawet nie bylo. Zranila mnie bolesnie i sprowadzila do zera. Chciala po wszystkim przyjazni ale falszywoscia przebila wszystkie poznane osoby – jak wiec moglem byc przyjacielem ? Chcialem pozostac znajomym, ale… dla przegranych ona nie ma juz szacunku ani czasu. Nieugieta, niewrazliwa, zapominajaca i wymazujaca w ciagu jednego kwadransa o innych ludziach, nawet tych ktorym mowila ze sa najwazniejsi. Pojawila sie tez trzecia z tych najwazniejszych sprawczyn tego kim jestem. Nie chcialem wierzyc, nie bylem tez na to gotowy a i byly tez moje przyrzeczenia, ktorych wtedy nie chcialem lamac wierzac, ze lina o jakiej pisalem wczesniej jeszcze sie nie zerwala. Dawala mi poczucie bycia najwazniejszym, bycia potrzebnym, cieplo i radosc z kazdej chwili spedzonej tu w Sieci na rozmowie. Zabrnelo to bardzo daleko – ja tak uwazalem, byly wiersze, byly slowa, bylo uzaleznienie wrecz i masa jak ja okreslam magii ukrytej w slowach. Byla przyszlosc jaka wydawalo mi sie ze piszemy. Wszystko bylo klamstwem. Odrzucony i znow zdeptany bardzo dlugo nie potrtafilem sie podniesc. Ale szedlem dalej, bo musialem. Najbardziej bolaly slowa, powiedziane pozniej przy pewnej okazji… wolalabym byc tam z Toba. Bolaly, bo wiedzialem juz, ze to kolejna pseudo-prawda. Przyszlosc wybiera sie tylko raz, przeszlosc nie wybiera sie nigdy, ja sie po prostu ma. Bylo wiele innych osob, ktore mowily o wieczonsciach, o przyjazni, o tym, ze zawsze beda, ze nigdy nie opuszcza i ze to co ja mowie nie jest prawda. Nie byly, nie ma ich teraz i nie bedzie jutro. Pamietam slowa… mysli… obietnice… i wszystko co pisaly te osoby. Wszystko co sprawialo, ze odnajdywalem resztki nadziei i checi by isc dalej. I wszystko to bylo klamstwem. Kilkanascie osob, z ktorych tylko nieliczni pamietaja, ale pamietaja w taki sposob jaki pamieta sie przeszlosc, juz nie terazniejszosc, tylko przeszlosc. A tutaj w Sieci… Nikt na dobra miare nie „czeka” tu juz na mnie, tak jak niegdys. Zadna z osob. Obok tego wszystkiego jest moj priorytet – w ktory wciaz wierze, ktory mnie trzyma. Priorytet, ktory byl zawsze odkad sie pojawil na dobre, nigdy nie obiecywal niczego czego nie mozna dotrzymac a mimo to otrzymalem o wiele wiecej niz od ktorejkolwiek z osob. I Jej dziekuje wlasnie za to, ze jest i ze wierze, ze bedzie. Bo ja nie chce od nikogo zadnych obietnic, pieknych slow, zapewnien i zludzen. Nie chce i odsuwam kazdego, kto zaczyna znow karmic mnie takimi slowami. Chce by byl, a nie obiecywal, ze bedzie. Zreszta wynikajaca z tego wszystkiego zaleznosc jest prosta: im wiecej obiecywano tym mniej otrzymywalem… W koncu slowa o wiele latwiej napisac niz dotrzymac ich sensu. Powoli koncze, siedzac sam w Sieci przy wypelnionym literkami monitorze. Zarowno tu jak i tam w realu juz teraz nikt nie „czeka”. Taki los. A co znaczy dla mnie slowo:”czekac”… wyjasnie innym razem. Dodaje tylko, bo niektorzy pewnie mieliby mi za zle, ze tak pisze. Koncze… bo i moj czas w Sieci sie konczy.
Sens
10 komentarzy
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.
net to tylko pozory,miejsce w ktorym kazdy w jakis tam sposob kreuje siebie,moze nawet nieswiadomie… bierz to pod uwage..:)
siec to kłamstwo… tu na kazdym kroq spotykasz sie z obłuda… na necie nie mozna ufac nikomu… bo niewiadomo czy mówi prafde czy kłamie… zadko zdarzaja sie osoby które sa szczere w necie… nie wiem czemu ludzie biora net za kryjufke siebie, sfojego wygladu i prafdziwego zachowania… to hamskie ze człowiek mówi jedno a potem twierdzac ze to net moze to sobie olac… słwa wypowiedziane sa jusz rzeczywistoscia… nafet tu na necie 😛
Dziekuje za cierpki komentarz…
Moze masz racje…
Moze juz nie mam sil by probowac rozumiec, by chciec cokolwiek… Wszystko stalo sie jakby bez mojej woli w moim zyciu…
Teraz juz drugim zyciu. Bo pierwsze sie skonczylo poltora miesiaca temu.
Mialo byc lepiej, mialo byc cudownie, mialem nabrac sil… Po podjeciu i zrealizowaniu decyzji…
A co sie okazalo…
Nic, wielkie szarobure nijakie nic. Ale moze faktycznie powinienem sie wrocic do swoich wlasnych slow… ak wiele w nich wiary i nadziei przelewalem. Ponoc dodawalem sil, tego wszystkiego… A moze tylko oddawalem to, co mi juz nie bylo potrzebne… Tak czy inaczej dziekuje za komentarz.
Wiesz, chyba sobie pochlebiasz pisząc, że nikt Cię nie może zrozumieć.
Swoją drogą to zastanawiające, może piszesz niezrozumiale?
Może to Ty nie starasz się zrozumieć?
Może wcale tego nie chcesz?
A może po prostu patrzysz a nie widzisz?
Pozdrawiam Cię.
zastanawiam się nad tym co przeczytałam…ale czy warto nad tym myśleć?
Jestem –
nic więcej
nie mogę…zrobic dla….
(pozdrawiam i pamietaj:jeśli niebo zmęczy się błekitem Ty nie trać nadzieji)
…to są tylko słowa nieprawdziwe
ja nie oczekuję niczego <- to tylko słowa…
przeczytałam i jestem teraz mądzrzejsza o całą przeszłość jaką spędziłam czytając ów bloga 🙂
PS
powodzenia w przyszłości
nic dodać niż ująć
przykro tylko, że tyle Cię to kosztowało, mnie zreszta też
a słowa…
słowa były prawdziwe, mimo tego co myslisz
Dzieki za numer gg.