Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Słowotok


-Czy są?
-Nie, juz ich nie ma w moim zyciu. Nie czuje obecnosci zadnej z nich. Troche smutne, ale w koncu takie jest zycie, jak to uslyszalem pare razy.
-A czy pamietaja?
-Tak, tak sadze, ze pamietaja. Nie wiem na ile to jest silne i jak czesto wracam w ich myslach. Moze raz na miesiac, albo raz na pol roku, ale chyba pamietaja.
-A jak myslisz beda pamietac za rok, dwa, dziesiec?
-Nie wiem. Po prostu nie wiem. Mysle, ze nawet jesli to bede tylko mglistym wspomnieniem.
-Mglistym wspomnieniem?
-Tak. Moze sluchajac jakiejs piosenki albo przegladawszy zdjecia wroci na chwilke pamiec o mnie. Ale nie sadze, zebym byl pamietany, raczej przypominany raz na kilka lat.
-Uwazasz, ze to zle, gdyby tak wlasnie sie stalo?
-Czy ja wiem. To napewno nie jest to, w co kiedys wierzylem i o czym marzylem. Troche smutne, troche zal tego wszystkiego, ale czas plynie dalej.
-I przeszlosc nie wroci?
-Wlasnie, jak to kiedys uslyszalem – bylo minelo.
-Tak po prostu bylo minelo i nic wiecej? A co z tym wszystkim sie stalo w co wierzyles?
-A wierzylem?
-Nie wierzyles?
-Wierzylem. Niestety zbyt silnie.
-Co masz na mysli?
-To wlasnie. Zbyt silnie wierzylem. Nie wierz nigdy kobiecie – dobra rade Ci dam…
-No tak. A co teraz?
-Nic – a co ma byc?
-Cos musi byc w koncu.
-Zalezy o co pytasz. A o co pytasz?
-O twoje zycie, przyszlosc. O to jak to wplynelo na ciebie i co z tego wyniosles.
-Jakie ladne sformulowanie – co z tego wynioslem.
-To sarkazm czy ironia?
-Jedno i drugie.
-Wiec co cie to nauczylo? Jakies wnioski?
-Juz mowilem – nie wierz nigdy kobiecie…
-Tylko tyle?
-Nie, to tylko ziarenko.
-Ziarenko. Jakie ziarenko? Albo czego?
-Ziarenko piasku na szczycie wysypiska smieci jakie zostalo w mojej glowie i sercu.
-Cos jak – wierzcholek gory lodowej.
-Dokladnie tak, ale gory lodowe z czasem sie topia a wiekszosc smieci z wysypiska przezyje nas.
-Az bije od ciebie optymizmem.
-A jaki to ma, przepraszam, zwiazek z optymizmem?
-W tym co piszesz widac pesymizm. Nie piszesz wprost o nim, ale to sie wyczuwa.
-Pesymizm?
-Tak, pesymizm. Jest cos jeszcze, ale trudno to okreslic.
-Zrezygnowanie?
-Blisko, ale to tez nie do konca to.
-No to ja nie wiem, ja sie nie znam. Moje zycie to akurat najmniej zajmujaca mnie sprawa.
-Jak to? Dlazcego tak mowisz?
-Bo tak.
-A cos wiecej?
-Cos wiecej – Moze byc?
-Odeszlismy od tematu. Moze do niego wrocimy?
-A pamietasz jeszcze jaki jest ten temat? Zreszta nie uwazam, zebysmy odeszli od niego. Odpowiedzi: bo tak, wzglednie: bo nie – nauczyly mnie w koncu one, a chyba o tym chciales porozmawiac. Nieprawdaz?
-Tak, ale nie tylko.
-A o czym chcesz jeszcze porozmawiac?
-O tobie.
-Dobre – hehe – naprawde dobre. Nie zrozumiesz, ale chce mi sie smiac. Taka wredna odmiana smiechu.
-Wytlumaczysz mi taka a nie inna twoja reakcje?
-Nie.
-Dlaczego nie?
-Bo nie.
-Trudno sie z toba rozmawia. Wciaz unikasz odpowiedzi.
-Tak – unikam.
-A dlaczego tak sie dzieje?
-Bo tak.
-Bo tak – a czy sa jeszcze odpowiedzi na ktore potrafisz odpowiedziec inaczej niz – bo tak albo bo nie?
-Nie wiem. Hehe – tego tez sie od kobiet nauczylem. Ale wyczulem tu delikatna nutke irytacji.
-A ty bys nie byl zirytowany?
-Bylem.
-Byles? Czyli to tylko odtworzenie jakiejs rozmowy lub sytuacji z twojego zycia?
-Poniekad tak, ale nie do konca.
-Dlaczego nie do konca?
-Bo tak. hehe. Juz tlumacze o co chodzi. Ty sie zirytowales po kilku minutach takiej rozmowy, a ja takich rozmow mialem bardzo duzo przez wiele wiele miesiecy.
-Z nie wiem, bo tak, bo nie?
-Wlasnie. Ale chodzi tylko o zarys tego. Taki byl sens tych rozmow. Tak jak Ty teraz Ja pytalem, a wszystkie odpowiedzi byly albo bez sensu, albo przeczyly sobie, wzglednie byly to wlasnie –
-Bo tak, bo nie –
-i nie wiem. Tak, takie wlasnie odpowiedzi. Zebrales kiedys o odpowiedzi na wazne dla ciebie pytania?
-Nie wiem, moze czasami – gdy mi bardzo na nich zalezalo. A ty zebrales o te odpowiedzi?
-A jak inaczej bys to nazwal?
-I w koncu wyzebrales je?
-Na kilka – tak. Na cala reszte – nie.
-A dalej pytasz?
-Nie – juz nie pytam. Uznalem, ze skoro one nie potrafia byc szczere, skoro to i tak dla nich mglista przeszlosc – to po co pytac? Poza mna i tak nikogo to juz nie obchodzi. A i mnie coraz mniej.
-A czy te odpowiedzi sa dalej wazne dla ciebie?
-Tak.
-Wiec skad ta obojetnosc?
-Jesli osoby, ktore mowily i czasami mowia, lub jak wolisz klamia, ze jestem dla nich wazny, same z siebie nie potrafily nigdy ich udzielic, byc po prostu ze mna fair, to nie widze sensu w naleganiu.
-A chcialbys kiedys poznac te odpowiedzi?
-A czy to nie wynika z tego co mowie? Oczywiscie, ze tak. Nie wiem, czy by mi to pomoglo – pewnie by mnie dobilo, ale nie znam czlowieka, ktory by… Zreszta, po co do tego wracac?
-Tym razem to ja bede nalegal. Czlowieka, ktory by… Co chciales powiedziec?
-Czlowieka, ktorego uczucia zostalyby wykorzystane a zycie bardzo zagmatwane – i nie mowie o moim zyciu, uczelni, domu czy rodzicach, ale o tym co jest teraz w mojej glowie…
-Ziarenko?
-I sercu. Tak – ziarenko piachu na kupie smieci.
-Ostre slowa.
-I ostre cięcia. Takie, ktore bola najbardziej. Takie wlasnie byly. Ostre jak brzytwa. Zeby jeszcze byly tak proste do wyjasnienia jak brzytwa.
-Niczym znow odejdziemy od tematu. Czlowieka, ktorego zycie… Dopowiesz reszte?
-Dobrze. Czlowieka, ktory zostal wykorzystany, przez swoja ufnosc i nadzieje. Wykorzystany i tak bardzo zagmatwany. Czlowieka, ktory by nie chcial znac odpowiedzi, dlaczego to sie stalo i jaki to mialo sens. Znac odpowiedzi. Znac przeszlosc a nie tylko jej zarysy. Nie puszke z belkotem, ktorym sie go karmilo, ale prawde.
-Zalujesz tego wszystkiego?
-Tak, zaluje.
-Nawet tych dobrych stron, tego co w tym bylo – nie wiem – wyjatkowe, wazne, moze piekne?
-A czy pieknymi sa marzenia, ktore ktos pozniej wdepcze w ziemie albo – zacznie realizowac z kims innym?
-Ale pozostaja przeciez wspomnienia.
-Wspomnienia? Wspomnienia czego? Slow rzucanych na wiatr? Klamstw? Bajek? Czego niby wspomnienia maja pozostawac?
-Wiec co pozostaje?
-Co pozostaje? Pamiec krzywdy, pamiec ciosow zadawanych w plecy, pamiec konca snow, konca marzen. Pamiec. To pozostaje. I bol.
-Bol?
-Tak, gorszy niz fizyczny bol. Bol odbierajacy chocby cien radosci zycia. I lzy – czasami lzy.
-Zdarzalo ci sie plakac z tego powodu?
-Plakac – nie. Ale zdarzalo mi sie uronic lze. Jedna czy dwie. Pewnie chcialbys bym ci wyjasnil skad sie biora. Ale nie potrafie. Po prostu, czasami, juz nie udaje sie wytrzymac bycia mna. I cos peka.
-A przyszlosc?
-Pytales juz – odpowiedz wciaz brzmi: nic.
-Nie myslis o niej?
-Czasami, raz na wiele, wiele dni, mi sie zdarzy. Przeszlosc, jak mowilem, jest mglista, przyszlosc tym bardziej.
-A terazniejszosc?
-Terazniejszosc to ta rozmowa.
-Ale chyba nie tylko – cos robisz – zyjesz – myslisz. Istniejesz.
-Tak – zyje i istnieje. Koniec kropka.
-I nic wiecej – koniec kropka?
-Tak wlasnie – koniec kropka. Trwam – koniec kropka.
-Skad ten usmiech na twarzy? Znow jakies echa z przeszlosci?
-Jak widzisz ten usmiech jest dosc gorzki. Choc moze tylko dla mnie.
-Nie, nie tylko, to widac.
-Pytasz o terazniejszosc. Jedna strona to moje trwanie. Ale miales racje, cos jeszcze jest w mojej terazniejszosci.
-Co to jest?
-Proba uratowania tego co mi pozostalo.
-Co masz na mysli? Mowisz o sobie i swoim zyciu?
-Nie – choc… tak – w jakims sensie tak. Ale chodzi mi o te osoby, ktore pozostaly.
-Pozostaly z calej reszty, czy jak mam te slowa rozumiec?
-Dobrze myslisz. Pozostalo kilka osob, ktore mimo tego jaki jestem i ze bywam wredny, ze trudno mnie wytrzymac, to czesciej lub rzadziej czuje ich obecnosc w swoim zyciu a przynajmniej nie mowia mi, ze wyjscie na piwo jest wazniejsze od pieciu minut rozmowy ze mna, gdy tego naprawde potrzebuje.
-A ktos Ci tak kiedys powiedzial?
-Co powiedzial? Ze piwo jest wazniejsze odemnie?
-Wlasnie.
-Nie
-Wiec skad takie wlasnie slowa?
-Bo nie powiedziala, tylko napisala. Dla mnie bez roznicy, ale uzyla troche innych slow. W koncu wszystko jest kwestia priorytetow, nie sadzisz?
-Ale w koncu – bo juz sie zgubilem – powiedziala tak czy nie? Czy tam napisala, jak wolisz.
-Tak – napisala to – jej slowa wlasnie to znaczyly.
-Rozmawiacie ze soba dalej?
-Nie, juz nie. W tej sztafecie zycia ona dobiegla pierwsza do mety.
-Umarla? Czy to masz na mysli?
-Ojj – nie. Przepraszam – zle to sformulowalem. Chodzilo mi o to, ze kiedys sie rozumielismy, ale czas plynal i z w cudzyslowiu z brzydkiego kaczatka wyrosl labedz.
-A czy to zle? A ty bys nie chcial zmienic sie w labedzia?
-Ja? W labedzia? Dobre. Moze w hipopotama? – Tez plywa po wodzie. Chodzilo mi tylko o to, ze ten wlasnie labedz zapomnial, jak rozumiec i rozmawiac z kims, kto jest wciaz bardziej niz brzydkim kaczatkiem, a raczej brzydkim kaczorem.
-Brzydkim kaczorem. Czyli juz sie nie zmieni w labedzia?
-Po to to wlasnie napisalem, zebys o to nie pytal.
-Wiec co bylo nie tak w tych rozmowach z nia?
-Jesli mowisz czlowiekowi bez rak, ze bedzie pisal rekami na klawiaturze tak szybko, jak – nie wiem – ktos, kto przepisuje prace na komputer, to co bys czul na miejscu bezrekiego?
-To dosc niejasne. Wytlumacz to moze dokladniej.
-Jesli ktos nie rozumie jak zyjesz, nie rozumie twojego zycia ani swiata a mimo to probuje, mimo ze w dobrej wierze, pomagac ci uzywajac do tego przykladow ze swojego swiata, to jeszcze bardziej dobija cie, zamiast pomagac.
-Tak wlasnie bylo?
-Tak wlasnie bylo. Kazda rozmowa to bylo mijanie sie dwoch pociagow. Szkoda, ze jeden z nich to InterCity a drugi staruszek parowoz.
-Uzywasz mnostwo porownan i analogii. Dlaczego nie wyjasnisz tego wprost?
-Bo tego sie da sie wyjasnic wprost.
-Jak to nie da sie? A przyklady?
-A to nie byly przyklady?
-Tak ale chodzilo mi o inne przyklady – z zycia – z tych rozmow jakie prowadziles. O konkrety.
-A ile lyzek wody jest konkretnie w Baltyku?
-Co?
-No pytam ile lyzek wody jest konkretnie w Baltyku.
-Do czego zmierzasz?
-Do tego, co juz powiedzialem. Ze nie da sie mowic uzywajac konkretow o czyms, co samo w sobie jest rozmyte. Daje Ci przyklady, z ktorych mozesz tworzyc sobie juz sam konkretne przyklady. Nie wiem – ktos Ci mowi – nie zyjesz pelnia zycia – wyjdz do ludzi – idz na dyskoteke – spotkaj sie ze znajomymi – ciesz sie zyciem.
-I co w tym zlego? A czy ty nie mozesz wyjsc do ludzi – na dyskoteke i tak dalej?
-Moge, hipotetycznie moge. Tak jak i pojechac na wycieczke ze znajomymi, czy na jakas impreze.
-Wiec o co wlasciwie chodzi? Bo znow sie zgubilem.
-Widzisz, dla ciebie to chyba proste. Wyjsc do ludzi, Zyc. Cieszyc sie. Tylko, ze pomijajac juz brak pieniedzy, jakos nie widze za czesto w swoim zyciu tych znajomych z ktorymi moglbym imprezowac, rozmawiac, czy gdzies pojechac. W moim realu jest trzy osoby, z ktorymi moge sobie porozmawiac i miec choc cien szansy, ze mnie zrozumieja.
-Ale trzy osoby to wiecej niz nikt – wiec nie jestes tak zupelnie sam.
-I wrocilismy do tego o czym chcialem mowic.
-A co to bylo?
-A nie ty przypadkiem masz to wiedziec? Mowilem o tym, o co staram sie teraz walczyc. A raczej o kogo.
-Mowiles o tych osobach – ktore pozostaly, czy o to chodzi?
-Tak. Wlasnie o to.
-A jak to sie ma do tego o czym mowiles teraz?
-W moim realu jest trzy osoby. Takie, ktore znam dluzej i ktorym zaufalem. Ostatnio pojawila sie i czwarta, ktorej pomagalem i z ktora pewnie bede mial kontakt, ale wracajac do tych trzech, czuje ze powoli trace z nimi kontakt.
-Czy kogos sposrod tych osob faworyzujesz – ktos jest wazniejszy?
-Politycznie powinienem odpowiedziec, ze nie, ale to nie jest takie proste. U mnie nie ma posrod nich osoby wazniejszej lub mniej waznej. W koncu to zycie a nie wybory miss.
-Wiec dlaczego napisalem, ze to nie jest takie proste?
-Tak to juz jest, ze najwiecej moich mysli zawsze poswiecalem na osoby, ktore sie oddalaly od mojego zycia. Ty razem tez tak jest.
-Czyli ktoras z tych osob jak powiedziales – oddala sie od twojego zycia?
-Tak. Przyjaciolka, ktora w swoim czasie bardzo mi pomogla. Popelniamy zbyt czesto bledy, ktore mysle, ze rania nas oboje do tego wywolujac sprzeczki. A naprawde trudno sie utrzymywac na chyboczacej linie.
-Tak to wlasnie odczuwasz? Chodzenie na linie?
-Chyboczacej linie. Nie wiem – a moze lepiej jak powiem: nie czuje – niestety na tyle duzo, by byc pewnym, ze sie nie urwie, wiec zbyt czesto zachowuje sie zachowawczo.
-Zachowawczo? Co to znaczy ?
-Nie ryzykuje bycia w pelni soba. I nie mowie o graniu kogos innego, tylko o ostroznosci a wrecz o obawie przed naglym wyrzuceniem mnie z jej zycia.
-Czy ta obawa ma jakies realne podstawy czy raczej jest irracjonalna?
-Niestety ma podstawy. Mam tylko nadzieje, ze przeszlosc nas oboje czegos nauczyla. Niestety boje sie, ze oboje nie do konca wyciagnelismy z niej wnioski.
-Mowisz bardzo enigmatycznie. O co wlasciwie w tym wypadku chodzi?
-Kiedys juz mnie prawie wyrzucila ze swojego zycia. Padlo o wiele za duzo slow z jej strony. Troche za bardzo bolalo. Pewnie dlatego teraz czuje sie jak na chybotliwej linie.
-Nie rozumiem. Dlaczego zostales? Dlaczego nie uciekles. Skoro sprawila ci bol i przypuszczasz, ze moze sie to powtorzyc, to dlaczego?
-Uwazasz, ze to bez sensu?
-Troche, tak.
-Pytasz dlaczego. W tym wypadku nie ma jednej, prostej i jasnej, klarownej odpowiedzi. Najwazniejsze jest to, ze wciaz wierze w te przyjazn. W to, ze warto, wciaz warto o nia walczyc. W moim zyciu bylo juz zbyt duzo ludzi, ktorzy uwazali sie za moich przyjaciol. Uwazali sie, dopoki to ja nie potrzebowalem wsparcia lub dopoki mieli zbedny czas na kogos takiego jak ja. Pozniej to niestety ja okazywalem sie zbedny.
-A czy w tym wypadku nie boisz sie, ze bedzie podobnie?
-Boje sie, nawet bardzo. Ale dopoki mysle, ze tak nie jest, wierze.
-Znow nie rozumiem. Wiec dlaczego chcesz walczyc o to?
-Napisalem juz – bo wierze. Wierze, ze nie slowa, nie sytuacje, nie przeszlosc sa w tym wypadku najwazniejsze.
-A co jest?
-Kiedys napisalem jej, ze przyjazn to dwa serca myslace podobnie nawet jesli umysly mysla inaczej.
-I co z tego wynika?
-To wlasnie jest najwazniejsze. Dopoki chocby chwilami bede czul swoim sercem, ze warto walczyc, czul, ze ona mimo naszych cech, czasami slow, niedomowien, niezrozumienia sie, zapatrywan na swiat i tego jak bardzo sie roznimy i jak swiaty w jakich zyjemy sie roznia, czul, ze mimo to ona chce byc moja przyjaciolka i ze ona chocby po czesci mysli i czuje podobnie jak ja o tym, co jest najwazniejsze – to bede walczyl o to.
-A jesli w ktoryms momencie juz tego nie poczujesz?
-To usiade gdzies i zapale papierosa.
-I tyle? Zapalisz papierosa?
-Tak – zapale papierosa i przemysle wszystko. Przemysle wiele razy, az pewnie skonczy sie ostatni papieros w paczce.
-I co pozniej?
-Pewnie kupie nastepna paczke.
-Tez zeby palic i myslec?
-Tak, bo takie decyzje, jakie wtedy sie podejmuje – przynajmniej ja – nie podejmuje szybko. W ostrych i szybkich cieciach nozem tylko wiekszosc kobiet jakie poznalem jest dobra – nie ja. Zreszta, w tej kwestii, jesli juz przyjdzie dzien takiej decyzji – to raczej nie ja ja podejme.
-Myslisz, ze ona ja podejmie?
-Tak – jesli ktos z nas ja podejmie to bedzie to raczej ona. Ale zostawmy to juz.
-Nie chcesz o tym rozmawiac?
-To nie o to chodzi, ze nie chce, ale po prostu na razie zostawmy ten temat.
-A dlaczego poswieciles temu tak duzo czasu?
-Bo to dla mnie teraz bardzo wazne. Ale takze dlatego nie chce o tym juz rozmawiac.
c.d.n.

2 komentarze

  1. punk girl
    punk girl 06/08/2003

    🙁 🙁 🙁

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.