Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Świat..

Mgła z siwego dymu rozprzestrzeniająca się po malutkim pokoju. Kilkanaście niedopałków odpalanych naprędce jeden od drugiego. W tym momencie spaliłbym wszystko co w smaku choćby przypominałoby tytoń. Gdy pali się do trzech paczek dziennie najmocniejszych papierosów – zresztą i tak z wyrzuconym w większej części filtrem, to gdy zabraknie tej jedynej przyjemności z tego mojego spartaczonego i parszywego życia wtedy naprawdę jest mi już wszystko jedno co palę. Równie dobrze, już oczywiście nie w zastępstwie fajek, mógłbym teraz spalić i samego siebie. Mógłbym, gdybym nie był takim tchórzem i gdyby także to nie było mi zupełnie obojętne. Jak wszystko. Nazwałbym to skrajną znieczulicą na wszystko co się wokół mnie, ze mna i we mnie dzieje. Nawet to, że piekielnie od tego smogu w pokoju pieką mnie oczy mam gdzieś. I tak nie mam sił, żeby wstać z łóżka. Raczej chęci niż sił. Chciałem choć przez chwilę zrobić coś innego niż praktycznie każdego dnia i nocy od wielu miesięcy – stąd ta kartka przedemną na której zacząłem czarnym długopisem pisać te bazgroły. Chwilami kpię sam z własnego pisania. Bo i jaki sens ma pisanie tego? Kogo to w ogóle obchodzi jak żyję, czy wegetuję, czy zabijam się powoli fajkami, czy cokolwiek. Już widzę komentarze jak pod innymi wpisami. Nie łam się, życie jest piękne, ważne, że ma się przyjaciół, życie, kogokolwiek, kiedyś będzie dobrze, nigdy nie mów nigdy, miłość, wiara etc. Inni w delikatny sposób napiszą mi, że sam sobie jestem winny lub wręcz, że zasługuję na to. Jeszcze inni wczują się w moją sytuację. i na kilka chwil spróbują współtowarzyszyć w smutku mojego zapadniętego świata. A później wszyscy odejdą, pójdą dalej. Bo kogo obchodzi jakiś smutas i malkontent zza setek kilometrów. Nawet mnie większość czasujest to obojętne. Jednak ja nie jestem niestety setki kilometrów od samego siebie. A może ktoś się chce zamienić na życia? Swoją przeszłość zapisaną w mojej pamięci dołoże w promocji. Ktoś jest? A jeśli już znasz sposób na to, to już masz u mnie cały wagon, albo lepiej pociąg, wirtualnego najlepszego z najlepszych piwa. Tak wirtualnego jak wszystkie uczucia, czułości, pocałunki i miłości jakie dostałem od tylu osóbek tu w sieci. I co? Ktoś się pisze na wirtualne piwo? Śmiejesz się pewnie, ja zresztą też. Wirtualne piwo jak i wirtualne pocałunki, tyle samo warte. „Obiecanki cacanki a głupiemu radość” – myślisz. Ale przecież ja za ten sposób zamiany żyć od razu mówię, że daje jedynie wirtualne piwo, a nie po prostu piwo. Staram się być fair po prostu, nie obiecuję nic z czego się bez słowa wycofam. Zresztą, takiż sposób jak z żółwia albatros. Zostawmy to. Świat był, jest i będzie zakłamany zawsze.

3 komentarze

  1. samotna
    samotna 22/10/2002

    „wirtualna miłość”

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.