Gdzieś, kiedyś była we mnie istota, która pragnęła poznawać świat, odkrywać go wciąż na nowo, szukać i znajdywać, pragnąca nowych doznań, przeżyć i spełniania marzeń.
Ale lata mijały i ta istota we mnie obumierała, szarzała i nikła. Obumierały marzenia, pragnienia i dążenia. Coraz mniej chciałem poznawać świat, coraz mniej chciałem uzyskać. Traciłem złudzenia, nie dążyłem już do niczego więcej niż tylko świety spokój i spokojna wegetacja. Nie pragnąc, nie oczekując nic od świata i nie wymagając nic od siebie stworzyłem tego siebie, którym jestem teraz.
I tak właśnie żyję, z dnia na dzień, z godziny na godzinę, zaspokajając podstawowe potrzeby i na tym poprzestając. Umarła we mnie ta istota o której pisałem, odeszła w zapomnienie i pozostałem tylko ja, pusta skorupa bez dążeń i celów, z kilkoma wspomnieniami. To życie narzuca mi to co robię i jak niegdyś już pisałem wyznaję filozofię rzeki. Płynę z prądem nie próbując mu sie przeciwstawiać.
Nie wiem gdzie mnie w moim życiu to wszystko zaprowadzi, wiem tylko, że szanse na jakakolwiek zmianę sa nikłe. Ale życie trwa i dopoki się nie skończy, to zawsze pozostaje szansa, choć nikła, że coś sie zmieni. Ale nawet jeśli zmieni się moje życie, to już nie wskrzeszę tej właśnie istoty w samym sobie.
zawsze warto poznawać świat i cieszyć się jego niezwykłością, zycie piękne jest zawsze, a pięnieje jeszcze bardziej pod wpływem naszego uśmiechu… nie ulegaj zludzeniu rozpaczy, choć bywa trudno i na pozur beznadziejnie. zawsze jest jakieś wyjście, zawsze można dostrzec szczęście…
jeśli Ty tego nie zrobisz to może komuś innemu się to uda?