Kiedyś już pisałem o budowaniu przyjaźni. Wtedy użyłem motywu piaskownicy do wytłumaczenia niektorych zachowań zarówno moich, jak i przyjaciółki. Pisałem o burzeniu i budowaniu. Dziś jednak ujmę to inaczej, jak też i przykład dotyczyć a raczej nawiązywać będzie do innej osoby. Budowanie przyjaźni bowiem to bardzo skomplikowany proces i aby móc go opisywać można stosować różne metafory. Mi w tym momencie przychodzi do głowy jedynie znowu budowanie, tym razem budowanie wieży. Wieży z klocków, cegiełek małych i większych. Kazda z takich cegiełek jest znana, dokładnie zbadana i oceniona. Nie, niestety to co pisze jest prawdą jedynie w przypadku bądź dzieci bawiących się klockami, bądź budowniczych stawiających z cegieł wieżę. W przyjaźni jest inaczej, tak naprawdę nie można sprawdzić żadnej cegiełki, nie można jej bezposrednio ocenić, dotknąć i poznać jej wytrzymałość. Wszystko jest po pierwsze względne a po drugie jedynie oszacowane. To tak jakbyśmy próbowali budować taką wieżę z oddali słysząc jedynie opis takich cegiełek, lub opis tego, jak można je używać. Inaczej można wyobrazić to sobie tak, jakbyśmy wysłali jakiegoś pośrednika tuż do tych cegiełek i na podstawie tego, co on powie, decydowali o tym, jakie one są. Wracając bliżej tematu, tutaj posrednikiem takim jest osoba przyjaciela lub przyjaciółki a cegiełkami oczywiście cechy, jakie posiada, jej przekonania, zachowanie w danej sytuacji, podejścia do różnych spraw. Opis cegiełek może natomiast dotyczyć wszystkiego, co bezpośrednio, lub częściej pośrednio, dotyczy danej, tak określonej, cegiełki. I tu rodzi się problem, bo żeby budować należy czasami wykorzystywać cegiełki, których istnienia bądź nie jesteśmy pewni, bądź sądząc z opisu i zachowania osoby, pewnymi jesteśmy, lecz przecież nie mamy mozliwości pełnego ich sprawdzenia. Czasami zresztą zakładamy, opierając się na zachowaniu drugiej osoby, za pewnik istnienie jakiejś potrzebnej do budowy cegiełki. Powoli, dzień za dniem, ustalamy kolejne cegiełki i gdzieś w sobie budujemy taką wieżę, wznoszącą się coraz wyżej i wyżej. Wieża taka może mieć różny kształt, zależnie od tego, jak podchodzimy do przyjaźni, jakie zaufanie mamy na początku. Jedne wyglądają bardziej jak piramidy, inne sa bardzo strzeliste, inne przypominają kształtem bardziej rozrastające się zamiast w górę to na boki mury lub płaszczyzny. Budowa postępuje i pojawiają się coraz nowe cegiełki a wraz z poznawaniem się, także te już użyte stają się coraz mocniejsze. Oczywiście zazwyczaj te cegiełki kładzione na samej górze wraz z dodatkowymi opisami potrafia zmieniać swoj kształt i własności, czasami całkowicie znikają, jednak te z niższych warstw są w tę strukturę wplecione na stałe, uznane są bowiem już za pewne i dobrze poznane. Od podstawy i cegiełek w niższych warstwach zależy stabilność budowanej wieży, jej wytrzymałość i możność przezwyciężania kryzysów. I obraz ten byłby niezachwiany i kompletny, gdyby nie jeden element. Ktoś mógłby zapytać: A co, gdyby okazało się, że cegiełka z dolnych warstw, tworząca podstawę, okazała się być inną, niż wynikało z opisu? W moim wypadku tak właśnie się stało i choć cegiełka była malutka, wydawało się bez znaczenia, to jednak umiejscowiona była w tak newralgicznym punkcie i wydawała się tak bardzo pewnikiem, była wiele razy zarówno bezposrednio jak też o wiele częściej pośrenio, opisywana, że jej istnienie, choć zapomniane, to stanowiło bardzo ważny element. W końcu na nim opierało się wiele rozmów, wiele porad i zaufanie, że taka cegiełka istnieje. I pewnie cegiełka ta, choć tak ważna, byłaby dalej zapomnianą cegiełką, gdyby nie jedno zdanie. Jedno zdanie rzucone nagle w rozmowie. Prawdziwe zdanie, które, pomimo tylu opisów wcześniejszych tej właśnie cegiełki i pewności jej istnienia, nagle zamieniło ją w pył, odwróciło jej rolę. Gdyby ta cegiełka leżała na wierzchu budowli, łatwo byłoby ją zdjąć, lub nie używać do budowy wieży-zaufania. Lecz jak teraz ustabilizować taką wieżę, gdy gdzieś w jej środku blisko podłoża nagle okazało się, że jest tylko puste miejsce. Inne cegiełki próbują przejąć jej rolę, zapobiec chybotaniu i drżeniu całej budowli. Ale nawet te cegiełki widząc, jak jedna z nich okazuje się nagle czymś, co zamiast wspierać, niszczy, zastanawiają się same nad sobą, czy i one nie są taką złudną cegiełką. W końcu jeśli jedna cegiełka mogła, pomimo takiej pewności jej istnienia, okazać się nieprawdą, to i wszystkie mogą powoli okazać się pomimo słów inne, niż zakładano. W którymś momencie zbudowana na takich podstawach wieża może runąć, czasami jak widać nawet dzięki jednej cegiełce, której nie było tam, gdzie ktoś zapewniał swoim postępowaniem i słowami, że jest.