Pocałowałem Cię, tak po prostu, zgoła nie niewinnie…
ale nie był to pocałunek księcia i żabki,
ani ja nie byłem księciem, ani Ty nie byłaś żabką.
Bo przecież…
byłaś elfką, a to elfy zmieniają ludzi i ich światy,
tak jak i Ty zmieniłaś mnie w tamtych chwilach.
A później wszystko znikło, jak kiedyś napisałem,
w etanolowej nicości, w kilku słowach.
Ale pamięć pozostała, tak mglista i niepewna,
lecz zarazem tak wyraźna.
I Księżyc,
z zadziwioną i jednocześnie uśmiechniętą twarzą.
I z nas trojga tylko on wszystko wie i pamięta
ten srebrny odwieczny na zawsze podgwiezdny…
przyjaciel.
Cieszy mnie, że ten tekst jakoś Ci pomogł. Miło mi wiedzieć, że choćby jedna osoba czyta to, co piszę i coś to dla niej znaczy.
Tak czy inaczej dziękuję i ja za odwiedzanie tego mojego kawałka podwórka pod wirtualnym niebem.
Pozdrawiam serdecznie:)
Tego było mi trzeba, wiesz? Weszłam tu ze smutkiem w duszy, czytając pierwsze słowa, aż zakłuło mnie w sercu. Dziękuję 🙂