Rozmawialem ostatnio z przyjaciolka i wciaz o tym mysle, o calej sytuacji, slowach, zachowaniach. Spotkalismy sie po wielu miesiacach niewidzenia sie i cos we mnie sie ruszylo w srodku, niesprecyzowane, nieuchwytne. Prawie zawsze o ile nie zawsze po spotkaniu z Nia bylem wesoly i dodawalo mi to sil. W koncu nie mam zbyt wielu przyjaciol mieszkajacych na tyle blisko, bym mogl ich spotykac. Ale tym razem jest inaczej, dopadly mnie przemyslenia, smutek. Tak wiele sie zmienilo i tak wiele sami zepsulismy w naszych relacjach. A teraz mowimy czesto o tym, czy mozna to wszystko zapomniec, zle slowa, odrzucanie sie, zapomniec i zaczac od nowa budowac te przyjazn. Ostatnie spotkanie uswiadomilo mi jednak to, ze wazne jest nie tylko to, czy ja zapomne o przeszlosci, ale tez, czy Ona potrafi uwierzyc, ze zapomnialem, a przynajmniej, ze to nie wplywa na terazniejszosc i przyszlosc. WIele razy podczas spotkania bylem smutny myslac i pamietajac przeszlosc. Chcialem znalezc gdzies tamta wczesniejsza przyjaciolke, ale… ale moze w koncu zrozumialem, ze to nie tylko Jej zachowanie sie zmienilo, ale glownie moj odbior Jej, Jej slow, usmiechow, rad. Bo tamta dziewczyna, ktora mi tak bardzo pomogla byla przeciez, choc inna, to miala podobne zapatrywania i na swiat i na ludzi, podobne zasady. Zadalem Jej ostatnio pytanie o swoje miejsce w Jej zyciu, ale uzylem zlych slow i nie zostalem zrozumiany. Moze i stad ten smutek teraz, ze o ile kiedys wierzylem, ze gdzies tam jednak moje miejsce jest, to teraz nie potrafie go sobie wyobrazic. A to, ze potrafimy spotkac sie raz na kilka miesiecy i przesiedziec wspolnie kilka godzin rozmawiajac a raczej starajac sie unikac rozmowy i tematow drazniacych nas, jeszcze nie znaczy, ze ja mam tam, w Jej swiecie, swoje miejsce. W koncu wiem, jacy ludzie w nim dominuja i w jakim kierunku podaza i podazala Ona sama. Wiem tez, ze w Jej swiecie osoby takie jak ja nic nie znacza, nie licza sie w ostatecznym obrachunku. I ja tak naprawde czuje, jak daleko jestem, nie wiedzac juz prawie nic, zgubiwszy sie gdzies na wiadomosciach od niej sprzed wielu miesiecy i pamietajac nie terazniejszosc lecz przeszlosc. I boje sie, boje sie, ze kiedys usiadziemy naprzeciwko siebie i juz nie zobaczymy siebie, a jedynie dwie obce osoby, ktorych juz nic nie laczy poza wspomnieniami o tym, jacy bylismy kiedys i jak bylo kiedys. Zreszta i tak juz jestesmy jak dwa jeze, co choc maja zlozone kolce, to w jednej chwili potrafia je nastroszyc, broniac sie i atakujac jednoczesnie. Ograniczone zaufanie, ograniczona radosc, stonowany usmiech i politycznie poprawne slowa.