I w koncu go dopadlem, przeczytalem…Nie…nie zrozumialem wszystkiego. Za szybko go przeczytalem, za szybko, zbyt pobieznie wchlonalem tresc. Za duzo bylo mysli ujetych w slowa, w dodatku tak rozne sa interpretacje jakie mi przychodza na mysl. Tak, mowie o „Ptasku” Whartona…
Wiem, ze musze przeczytac jeszcze raz. O zagubionym w swoim wlasnym swiecie Ptasku, tak pieknym swiecie, ze az chcialoby sie jak On poleciec na skrzydlach swojego umyslu ku niebu.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie Ptasiek to ksiazka o wolnosci i oczywiscie o milosci. O snach na jawie, o oderwaniu sie od szarej rzeczywistosci, od bylejakosci w nowy wymiar. Ale to tez opowiesc o ludziach, po prostu, o zyciu, o zwiazkach, o pragnieniach i cierpieniu, cierpieniu bycia czlowiekiem i bycia wsrod ludzi i cierpieniu zwiazanym z kochaniem drugiej osoby, o tesknotach. Takze o przemijaniu, o odchodzeniu w cien ale…chyba najwazniejsze… o nadziei. Wiem – to tak malo slow jak na ksiazke taka jak Ptasiek… ale na razie musze strawic to co przeczytalem…Ale jeszcze kiedys wroce do tematu…
przyczytaj jeszcze 'wiesci’, 'niezawinione smierci’,”spoznieni kochankowie’..wszystkie jego ksiazki zasluguja na uwage
„Spoznieni kochankowie” tez jest…trudno znalezc slowa. A teraz wzialem sie za „Werniks” – podobaja mi sie miedzyinnymi cytaty. A Franky Furbo czeka na moj czas. Tylko gdzie zatonela w tym sesja? zaraz – jaka sesja.
hmm przeczytalam juz jakis czas temu i wierze ze przeczytam jeszcze nie raz 🙂 niesamowita prawda?