Czasmi wracam pamiecia do wydarzen, ktore dla innych nie mialyby zadnego znaczenia. Ta historyjka wydarzyla sie takze w wakacje. Nie zdazylem na ostatni autobus do domu. Tym razem nie przyjechalem samochodem, wysiadlem bowiem po wycieczce z rodzicami w miescie. Wazna rozmowa na GG, spoznienie na spotkanie z kumplem. spotkalem znaojomych z uczelni. Tak czy inaczej czekala mnie wielokilometrowa droga na piechote do domu. Platalismy sie po miescie w nocy.
Ale tu mala wstepna dygresja.
W wiekszosci miejsc na ziemi zdarza sie, ze posrod ludzi znajduja sie i zyja jednostki uposledzone umyslowo jednak w takim stopniu ze moga zyc samodzielnie. Staja sie one czasami, w malych miejscowosciach jak moja, wykpiwane przez dzieci, straszone, znane przez wszystkich. Ja z dziecinstwa zapamietalem trzy takie postaci. Jedna z nich byl Artur, zaczepiajacy dziewczyny, kupujacy dzien w dzien kilkanascie gazet i czytajacy je wciaz, zaczepiajacy i zagadujacy dziewczyny idace obok szkoly. Druga postacia byla Zoska, ktorej dom stal sie syninimem domu prawie ze czarownicy. Swiat stanal tam kilka wiekow temu. Nie bylo pradu, woda tylko ze studni, kryty strzecha dach, zarosla wkolo i nieprzycinane nigdy drzewa. I Zoska… goniaca z miotla za kazdym, kto przekroczyl symboliczne progi jej domostwa. Dzieci baly sie chodzic tamtedy, uciekaly, ale i smialy sie. Trzecia osoba byl Jozek, nie robiacy nikomu krzywdy, kochajacy chyba caly swiat ze swoim glupawym usmiechem na twarzy idacy zamaszystymi krokami wciaz przed siebie. Ale po co ten wstep.
Wracajac wtedy, idac z kolegami przez miasto zatrzymalismy sie na chwile cos zjesc. Jakis czlowiek zaczepil niedaleko nas jakichs kolesi wychodzacych ze sklepu proszac o papierosa. Niczym sytuacja sie rozwinela zdazyli go juz skopac i zelzyc. Kim byl? To byl wlasnie Jozek. Pamietam tez dobrze, jak moj ojciec z nim rozmawial, w koncu chodzil z bratem Jozka razem do klasy w podstawowce, i jak zawsze czestowal go papierosami. Nie jednym, zawsze mowil by wzial dwa…. Takie wspomnienie… zazwyczaj z dnia wszystkich swietych…
Ale wracajac do opowiesci…
Skopali go, i odeszli, za to ze chcial papierosa.
Stalismy tam jeszcze chwilke, poczestowlismy go papierosem, chwile ponarzekal. Chwilke pogadalismy, jaki ten swiat jest zly i jakimi ludzmi byli tamci… I odszedl.
Ruszylem do domu, wiedzialem ze nie ma juz autobusu, ale zajrzalem na przystanek po drodze. Znow spotkalem Jozka. Pytal sie kiedy bedzie autobus. Odpowiedzialem zgodnie z prawda ze to dopiero rano, ze na razie nie ma juz zadnego. Po chwili poszedlem dalej.
Bylem w domu godzine pozniej.
Zastanawiasz sie wlasciwie-po co pisze ta historie?
Puenta jest jednak inna.
Joek nie wrocil tej nocy do domu, nie wrocil tez tamtego tygodnia, ani miesiaca… Po prostu nie wrocil…
Zaginal, wlasnie tamtego dnia.
bardzo smutna i mocna historia. ojej
poczestowales go paierosem i nie potepiales za to jaki jest to cos oznacza a moze on jest teraz gdzies indziej gdzies gdzie jest szczesliwszy i nikt juz go nie skopie za to ze chial papierosa ….
Chciałabym coś napisać, ale… nie mogę…po prostu nie mogę …