Wciąż zastanawiam się jaki jestem i dlaczego istnieje we mnie takich dwóch, a może więcej osób…
Jeden jest dzieckiem, roześmianym, czującym, bawiącym się wszystkim, co ludzie poważni i stateczni uważają za sprawy śmiertelnie poważne… Ot bawiący się coraz to nowymi zabawkami… i chcący żyć, z dnia na dzień, z godziny na godzinę… czuć, żyć, szaleć, pleść głupoty, być niefrasobliwy i nieodpowiedzialny….
Po prostu czuć życie sercem wiecznego dzieciaka… chłonąc świat, smak świata cała duszą i sercem…
I jest i drugi, starzec, nie oczekujący już nic od życia, pogodzony ze swoim odejściem na długo przed jego zaistnieniem. Nie potrafiący marzyć, oczekiwać już czegoś wielkiego od życia, potrafiący jedynie trwać w sennej zadumie nad mijającym coraz szybciej czasem, odchodzeniem wszystkiego powoli za horyzont przeszłości. Nie oczekujący, nie chcący już czuć, chcący dotrwać spokojnie do końca…
I brakuje tego trzeciego…
dorosłego…
bo te dwie osoby nigdy sie we mnie nie spotkały, nie stworzyły trzeciej osoby.
Może kiedys spotkaja sie na Srodku drogi….
Moze…
a jesli nie? co wtedy bedzie? …