Wyciągam dłonie poprzez kraty klatki i szepczę cicho… Pomóż mi…
Ty podchodzisz, utulasz mnie słowami i czasami zadajesz pytanie:”jak?”. A ja już znam odpowiedź, ona nie istnieje.
To ja zbudowałem klatkę. Ja ją podtrzymuję i wzmacniam. Zamki i zabezpieczenia powstały same później…
Wycofuję dłonie, już nie proszę.
Przez kraty Twojej i mojej klatki płyną słowa i myśli.
Oboje zamknięci, różnimy się wzorami okuć naszych już żelaznych klatek.
Może kiedyś były papierowe ale nie rozerwane w porę umocniły się.
Teraz możemy już jedynie, stojąc naprzeciwko siebie, wzmacniać się słowami.
Kiedyś któreś z nas w końcu wyzwoli się.
Jak na razie, to zawsze Ty, Osobo, dokonujesz tego…
I odchodzisz…
głęboki ukłon…
ty zawsze o tym odchodzeniu ehhh ja juz nic nie powiem na ten temat 🙂