15 marca 2016 roku o godzinie 17.50 przyszła na świat Nasza Iskierka, ucieleśniony i przeżywany wciąż Cud Życia.
I zrobiliśmy się tak malutcy przy tej maleńkiej Kruszynie. Wszystko co się działo i dzieje zdumiewa, zachwyca, jest wielkie i daje mnóstwo radości. Tak jak to Dzieło Boże w postaci Naszej Kruszynki. Wierzymy zresztą, że dzieci są tylko powierzane Rodzicom w opiekę przez Pana Boga.
Te święta były inne, ta wiosna jest inna, już wszystko jest inne i my już jesteśmy inni. Żona już rozumie doskonale kobiety, dla których najważniejszym przeżyciem w życiu jest urodzenie dziecka. Bo absolutnie nic tego nie przebije. Bo powstanie człowieka i jego przyjście na świat jest Bożą sprawą i przejawem Jego doskonałości i mocy a nie sprawą ludzką. Człowiek może się tylko zadziwić i pokłonić.
A ja w te święta pierwszy raz zrozumiałem, co tak naprawdę zrobił Bóg dla nas wysyłając własne najukochańsze dziecko, swoją Kruszynę na ten piekielnie niegościnny świat wiedząc co się stanie i co zrobią ludzie. I wiem, że absolutnie żaden nie-rodzic nigdy tego nie zrozumie a raczej nie poczuje w sercu choćby w części.
Czytających proszę o kilka własnych słów w myślach do Pana Boga w naszej intencji.
Podsumowując tego bloga. Było wiele tu notek, wiele emocji, wiele cierpienia i przeżyć. Ale dla mnie osobiście ta notka jest najważniejsza. To ostateczne wynurzenie się z wody z mojej szachownicy, jeśli ktoś jeszcze o tym opowiadaniu pamięta.
Rozwiązaniem wszystkich bolączek z tych kiedyś notek jest prawdziwa, zwyczajno-nadzwyczajna Miłość. Miłość nie nastawiona na samego siebie, na własne ja, nie szukanie czyjejś miłości do siebie, tylko Miłość w 101% dająca z siebie, wybaczająca w momencie samej krzywdy, opiekuńcza, nie chowająca urazy, nieustająca, nastawiona na dobro drugiej Osoby. Mógłbym pisać i pisać. Ale ktoś już to napisał lepiej ode mnie, opisał dokładnie taką Miłość. Bo do takiej Miłości we własnym sercu nie da się dojść bez Boga. Często mówimy, jak Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko na właściwym sercu.
Napisałem, że ktoś już napisał to stokroć lepiej niż ja. Pozostawiam Was z Hymnem o Miłości z Listów Apostolskich. Podpisuję się całą zawartością tego bloga i swoim życiem nad każdym słowem tego hymnu. To jedyna droga do prawdziwego szczęścia, innej nie ma.
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara , nadzieja , miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest Miłość.
Wszystkiego co najlepsze dla całej Rodziny 🙂