Ktos zadal mi pytanie, dlaczego musze byc samotny w swoim zyciu. Byla to dluga rozmowa, kluczylem w temacie wciaz krecac sie wokol odpowiedzi, ktorej nie chcialem powiedziec. I nie powiedzialem.
Na szczescie, moze nie na szczescie.
Tylko czy ja tak naprawde musze byc samotny?
Jest tak wiele osob, ktore powoduja, ze czuje sie mniej samotny, lecz mimo to przychodzi czas, gdy jestem sam i gdy zastanawiam sie nad tym, czy gdybym chcial chocby sie do kogokolwiek przytulic, czy kto wzialby mnie za reke i popatrzyl w oczy, to znalazlaby sie w moim poblizu choc jedna osoba, ktora moglaby spelnic tak proste marzenie.
Ale nawet jeslibym wypowiedzial na glos takie moje zyczenie…
To odpowiedzia pozostaje zawsze cisza…
a zadales takie pytanie? bo mam wrazenie ze ciagle sie boisz je zadac i ciagle boisz sie ze uslyszysz odpowiedz …
Zawsze byliśmy ,jesteśmy i będziemy samotni.Bliskość(duchowa)drugiej osoby jest iluzją.Żyjemy obok siebie,nawet będąc razem.
samotnosc……mozna byc samotnym nie tylko w pojedynke, mozna tez odczuc samotnosc bedac we dwoje.Samotnosci nie ma tylko w milosci, pod warunkiem, ze jest odwzajemniona i trwa pielegnowana jak najpiekniejszy kwiat.Pachnie wtedy wszystkimi zapachami, maluje wszystkimi barwami…..hmmmm…..oj….mam wiele do powiedzenia na ten temat,ale to nie miejsce na gigant wypracowanie:-)
…jesteś lustrem mojego spojrzenia…
Im większa inwidualność, tym większa samotność człowieka, tym mniejsza możliwość porozumienia z innymi ludźmi, nawiązania z nimi pokrewieństwa duchowego, nawet jeśli są to równie wybitne inwidualności.
Pomimo tego ze to nie moje słowa, to zgadzam się z tym. A czy musisz byc samotny? Gdzieś podświadomie chyba człowiek tego właśnie szuka, paradox .. bo jak to inaczej wytłumaczyc?