Naciśnij “Enter” aby skoczyć do treści

Wiersz powszedni – Jan Brzechwa

Kazałaś, bym sobie szedł
Gdziekolwiek bądź, na ulicę!
Poszedłem drogą mych bied
I jestem sam pod księżycem.

To jesień… to tylko deszcz
Po twarzy kroplami spływa;
Ty teraz najlepiej wiesz,
Czy będziesz jutro szczęśliwa.

Musiałem ci wydrzeć dziś
Te złe, te ostatnie słowa.
Czy ja umieram, czy liść,
śmierć zawsze jest jednakowa.

Zachciało ci się, to masz!
Nie jesteś na świecie jedna,
Nie jedna jest twoja twarz
I blada, i zła, i biedna.

Unoszę, unoszę precz
Spłowiałe serce pod płaszczem
I czynię tę jedną rzecz,
Że myślą twe włosy głaszczę.

Odszedłem. Już nie żal mi,
A jednak mi żal na nowo,
Na nowo mi w uszach brzmi
To złe, to ostatnie słowo.

Odszedłem. I nie wiem, jak
Zostawić cię mogłem samą,
I daję rękami znak,
Że jestem tutaj, za bramą.

Wróciłem! Prędzej mnie wpuść!
To było dawno, daleko.
Ach, wyjmij, wyjmij ten gwóźdź,
Ach, podnieś to straszne wieko!

3 komentarze

  1. miauczek
    miauczek 10/06/2001

    MEMENTO MORI-pamietaj ze umzesz.
    „Człowiek wolny nie myśli o żadnej rzeczy tak mało jak o śmierci, a jego mądrość jest rozmyślaniem nie o śmierci, lecz o życiu” Baruch de Spinoza

  2. LukeSky
    LukeSky 09/06/2001

    mors ultima ratio – śmierć jest ostatecznym argumentem
    Wiec…na wszelki wypadek…oby to sie nigdy nie zdarzylo…ale kupie obcegi.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.